poniedziałek, 12 maja 2014

11 część I

- Może lepiej sama zejde bo coś czuje, że zlecimy z tych schodów!
- Nie doceniasz mnie, poza tym jesteś lekka więc o co chodzi.
Mimo wszystko próbowałam jakoś opaść na ziemie więc się wierciłam.
- Nawet nie próbuj- Liam zaśmiał się i mocniej ścisnął moje nogi.
Wbrew moim obawą udało nam się zejść bezpiecznie. W salonie po ludziach nie było nawet śladu. Drzwi do ogrodu były otwarte dlatego udałam się  w tamtą stronę kiedy tylko ponownie zyskałam grunt pod nogami. 
Uderzyła mnie natychmiast fala ciepłego lipcowego powietrza. Było już ciemno dlatego nie zdziwiłam się, że na zewnątrz paliły się lampy. Wzrokiem zaczęłam przeszukiwać teren starając się dojrzeć dziewczyny. Wytężyłam słuch słysząc jakieś odgłosy. Wydawało mi się, że śmiech Harrego.
- Słyszałaś?- kolejny raz tego dnia podskoczyłam wystraszona słysząc głos Liama za plecami- To chyba z przodu.
Nie zastanawiając się dłużej ruszyliśmy w tamtym kierunku gdzie dostrzegłam od razu przyjaciółki i chłopaków i jakąś grupke nieznanych ludzi którzy rozmawiali z nimi przed domem.
Grupka składająca się z  kilku dziewczyn dyskutowała z naszymi znajomymi podczas gdy my staliśmy nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Okej. Może tylko ja bo Liam odrazu podszedł do swoich kumpli którzy jakby nigdy nic całkowicie rozluźnieni coś tam gadali. 
Wzruszyłam tylko ramionami i podeszłam do przyjaciółek, których miny nie wyrażały zbyt wielkiego entuzjazmu. Sam patrzyła na nowych znajomych tak jakby zaraz miała eksplodować a Meg zresztą tak samo. Podążając za ich wzrokiem natrafiłam na dziewczyne, której chyba najmniej spodziewałam się w tym momencie. Ta sama blondynka którą spotkałyśmy pierwszego dnia teraz stała obok klejąc się do naszych współlokatorów jakby nigdy nic. 
Prychnęłam pod nosem, ale chyba zrobiłam to zbyt głośno bo uwaga pozostałych skupiła się na mnie.
- Oo Kimmie przyszła- Louis lekko mówiąc pijany podszedł i objął mnie ramieniem.
Ludzie kiedy on się tak załatwił? Mnie i Liama nie było góra 20 minut.
- Kimmie?- blondynka zaśmiała się czym od razu u mnie zminusowała.
Już wiedziałam, że się nie polubimy. 
- Kimberly wystarczy.
- Ahh takk..- odpowiedziała tylko i skupiła dalej uwage na "naszych" znajomych. 
Może ktoś nie nauczył jej dobrych manier? Nie mam pojęcia, ale szczerze? Coś mi w niej nie pasuje.
Uwolniłam się od Louisa i podeszłam do Sam i Meg które trochę się wycofały wyraźnie nie zadowolone z towarzystwa.
- Trzymaj mnie bo jej pizne..
- Sam spokojnie nie ma się co denerwować- poklepałam ją po ramieniu podczas gdy ta coś tam marudziła.
- Patrzcie jak się do nich kleją. Ta  Chloe chyba zapomina, że mieszka za płotem- odwróciłam się na słowa Meg zauważając to co miała na myśli.
Stały sobie jakby nigdy nic bajerując Nialla, Zayna, Louisa, Harrego i Liama.
Własnie Liam. Opierał się o płot i dyskutował o czymś tam z tą całą Chloe. Chciałabym wiedzieć o czym tak rozmawiają. Chociaz? Chociaz jestem dziewczyną i widzę jak się do niego kleji.. Zresztą reszta tak samo reszta tych lasek.
- Ona zaraz rozbierze Harrego wzrokiem- usłyszałam szept Sam.
Rzeczywiście koleżanka blondyny chyba do tego zmierzała. Co z tego, że byli pijani. Meg i Sam chyba już wytrzeźwiały. Co do siebie nie miałam wątpliwości po tym bliskim spotkaniu z zimną wodą w basenie. Ale zaraz.. Sam zazdrosna? O Harrego? Ouu.. Nieźle. Zachichotałam zwracając ich uwagę.
- Już nawet nie mówie o tym, że nas kompletnie zlali. Bo tak naprawdę robili to za każdym razem gdy tak tajemniczo znikali. Mimo wszystko myślałam, że wyżej sobie cenią nasze towarzystwo, ale skoro tak- Meg powiedziała chyba to o czym wszystkie myślałyśmy.
- Nie wiem jak wy, ale ja nie mam za bardzo ochoty się zakumplować, także odpadam- uniosła ręce w geście rezygnacji i weszła spowrotem do domu.
Jeszcze raz spojrzałam na płot uświadamiając sobie, że co mi do tego co tak naprawdę robią. Szkoda, zapowiadał się fajny wieczór no ale cóż..
Widząc po raz kolejny jak Chloe ślini się do Liama zrobiło mi się przykro. Nawet nie wiem czemu. Poprostu wydawało mi się, że nie jest chyba typem faceta, który zostawi przyjaciółke na rzecz jakieś tam pierwszej poznanej laski. Z resztą mogłoby się to tyczyć każdego z nich.
- Chodź Sam- pociągnęłam dziewczynę za rękę chcąc oszczędzić jej tych widoków i weszłam do środka.

Idąc do góry zgarnęłyśmy dosłownie wszystkie butelki z alkoholem które nie zostały jeszcze opróżnione i udałyśmy się do pokoju Meg. Rozwaliłyśmy się bez pytania na jej łóżku a kiedy weszła do środka zaśmiała się wdzięcznie.
- Chyba czytacie mi w myślach.


- Wiecie co?- Meg już nieźle wstawiona podniosła rękę chcąc coś ogłosić- Kocham was. Tak strasznie. Jesteście dla mnie jak siostry.
- Ze wzajemnością- zaśmiałyśmy się.
- Żaden, ale to żaden facet nigdy nie zdoła nas poróżnić- powiedziała z pełną powagą.
- Nawet jeśli ma loki i na imie Harry?- zaśmiałam patrząc na Sam, która nic nie robiąc sobie z moich słów otworzyła następne piwo.
- Nawet. Ale wy nawet nie próbujcie się z nimi coś tego no.. zaczynać. Nie bratamy się z wrogiem- wybełkotała brunetka.
- Ty już lepiej więcej nie pij- Sam spojrzała na nią z politowaniem mimo, że sama była już na niezłej fazie co wywnioskowałam po jej takich tikach, które ma dosłownie zawsze.
Sam kręci zazwyczaj głową i drapie się za uchem standardowo po wypiciu dużej ilości alkoholu. No ale co poradzić. Każdy ma swoje dziwactwa.
- Faceci to są świnie, wiecie? Wszyscy chcą tylko nas wykorzystać, a kiedy się znudzimy najlepiej dać sobie spokój.
- Tak Meg wiemy- powiedziałam pod nosem.
Chociaż nie zrobiła tego celowo zrobiło mi się przykro. Chyba to zauważyły bo już po chwili tkwiłam w ich objęciach.
- Przepraszam kochanie, nie chciałam- dziewczyna gładziła mnie po włosach a ja próbowałam powstrzymać łzy cisnące mi się do oczu.
- Nic się nie stało. Nie zrobiłaś tego specjalnie- odpowiedziałam odklejając się od niej i przybierając uśmiech, który w zamyśle miał być szczery.
To nie jej wina, że faceci to dupki, że trafiłam na takiego który chciał mnie jedynie wykorzystać, przez którego tak się zamknęłam na jakiś czas i przestałam wierzyć w coś takiego jak szczere i prawdziwe uczucia. Tom był chłopakiem, którego naprawde kochałam. Wydawał mi się całym światem. Wierzyłam, że ja dla niego też. Gdybym przez przypadek nie zorientowała się w porę co do jego zamiarów.. Bo przecież to facet musiał wygadać się kumplom.. Tak naprawdę nie dość, że zachowałby się tak podle to jeszcze potem zostawiłby mnie dla innej. A mi? Zostało tylko tak naprawdę złamane serce.
Nauczyłam się w tym swoim krótkim życiu właśnie dzięki niemu, że trzeba czerpać pełnymi garściami. Bawić się dobrze, wykorzystywać zamiast zostać wykorzystanym. Właśnie z takim zamysłem tu przyjeżdżałam. Tego będę się trzymać.
- Nie ma co rozmyślać nad przeszłością. Pijemy!


Wracałam z toalety na korytarzu chwiejnym krokiem. Było już dobrze po północy a ja wciąż siedziałam z dziewczynami. Weszłam do pokoju Meg ale zawróciłam kiedy okazało się, że dziewczyny śpią. Super. Teraz ja zostałam skazana na osamotnienie. Wycofałam się cicho tak, aby ich nie obudzić i zaczęłam rozglądać się po korytarzu. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że pójde do siebie i spróbuje polecieć w kime. Oczywiście kiedy chwyciłam za klamke zdałam sobie sprawę z tego, że drzwi są zamknięte a klucza nie posiadam.
- Myśl, myśl... Zayn- powiedziałam cicho i skierowałam się na piętro.
Wchodząc jakoś po schodach co musiało wyglądać wręcz komicznie nawet nie pomyślałam o tym, że w moim stanie i to jeszcze po ciemku łatwo nie trafie do jego pokoju. Nie miałam nawet czym poświecić bo telefon leżał najprawdopodobniej gdzieś na dole.
Kiedy wdrapałam się już wyżej otworzyłam pierwsze lepsze drzwi i je uchyliłam.
- Zayn masz może.. Ooo soryy pomyliłam pokoje- powiedziałam cicho widząc postać stojącą tyłem do mnie z pewnością nie mógł być to mulat.
Chciałam się już wycofać kiedy ten ktoś się odwrócił i zauważyłam nie kogo innego jak ciemnego bruneta.
- Liaśś- zaśmiałam się cicho nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak głupio musze wyglądać w tych drzwiach.
- Kim? Co ty tu robisz?- mówiąc to założył ręce na klacie.
- Bo ja szukam Zayna.. bo wiesz to taka zabawna historia bo nie mam klucza od pokoju i.. Może ja już sobie pójde- odwróciłam się chcąc opuścić pokój.
- Czekaj ty jestes pijana?- spytał podejrzliwie.
- Nieeeee- przeciągnęłam i po dłuższej chwili ciszy dodałam- to cześć.
- Ejj chyba nie sądzisz, że cie puszcze w takim stanie. Chodź tu, prześpisz się u mnie- podszedł do mnie i zamknął drzwi.
- Ale ja musze znaleźć Zayna- wybełkotałam.
- Zayn pewnie już śpi w takim stanie się i tak byście nie dogadali.
- Przestań pieprzyć ja się z każdym dogadam- założyłam ręce na piersiach a on na to wybuchnął śmiechem.
- Tak, tak mała ale teraz idziemy spać.
- Nie jestem mała- oburzyłam się.
-Przy mnie na pewno jesteś- stanął na przeciwko mnie tak, że mogłam spokojnie dojrzeć różnice wzrostu między nami. Zresztą nie pierwszy raz.
- Dobra, dobra- wyminęłam go zgrabnie, i udałam się do łazienki wziąść prysznic widząc jak się śmieje za moimi plecami kręcąc głową.

Kiedy wyszłam z łazienki zauważyłam jak rozklada na ziemie poduszki i przykrywa je kocem.
- Co ty robisz?
- Szykuje sobie miejsce do..
- Ty chyba żartujesz, przecież dobrze wiem co robisz i nie zgadzam się od razu mówie. Jeśli już ktoś powinien spać na ziemi to ja.. Nie wygłupiaj się Liam.
- Myślałem, że..
- Źle myślałeś- uśmiechnęłam się- Jesteś moim przyjacielem i jestem pewna, że z twojej strony  nie miałabym się czego obawiać. Pozatym to łóżko jest duże i ja ci robie tylko problem więc nie staraj się mnie jeszcze bardziej dołować- załamałam ręce.
- To w sumie dobrze bo nie wyobrażam sobie nawet jak ta podłoga musi być niewygodna- zaśmiał się.
Pokiwałam głową i usadowiłam się wygodnie pod pościelą a obok mnie po chwili i sam Liam kiedy tylko zgasił światło.
Całkowicie nie wytrzeźwiałam po prysznicu więc nie robiło mi większej różnicy to czy ktoś obok mnie jest czy go nie ma. A zwłaszcza, że to był Liam, ten  Liam który nie skrzywdziłby nawet muchy.
- Dobranoc- powiedziałam cicho wtulając się w poduszke.
- Dobranoc mała- poczułam, że się uśmiecha chociaż leżałam odwrócona do niego plecami.
Mimo wszystko przez dłuższą chwilę nie potrafiłam zasnąć. Czemu zawsze kiedy coś się działo wpadałam właśnie na Liama? Czy to ma być jakiś przekaz czy co? Równie dobrze mogłam przecież wejść do pokoju Nialla. Przypadkowo trafić jednak do Zayna który oddałby mi ten pieprzony klucz i wróciłabym do swojego pokoju. A tak? Leże sobie w łóżku bruneta i nie mogę zasnąć. Gdyby Meg mnie zobaczyła w tym momencie chyba by mnie zabiła.. Szczególnie po tej akcji z Chloe i tymi tam..
Ale przecież nie możemy im nieczego zabronić. Teraz najlepiej jak same też skupimy się na sobie. Takk zdecydowanie to najlepsze rozwiązanie. Nie będziemy im wchodzić w parade, mimo że coś mi w tej blondynce nie gra. Ale to pewnie tylko moje przeczucia.. niesłuszne zresztą jak zwykle. Z taką myślą odpłynęłam.

Obudziłam się niemalże z krzykiem. Cholernie wystraszyłam się snu ale najlepsze było to, że nie pamiętałam o czym był. Byłam jednak przekonana, że dotyczył nikogo innego jak Toma. Zresztą samo to, że dzisiaj Meg nieumyślnie mi o nim przypomniała musiało się tak skończyć. Przez jakiś czas po tym jak z nim zerwałam towarzyszyły mi podobne sny, ale to przeszło. Widocznie wróciło.
Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić dobrze wiedząc, że teraz nie zasne.
Zerknęłam na zegarek na szafce obok. 5 godzina. Super
- Nie możesz spać?- usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się natrafiając na przenikliwe spojrzenie bruneta. Opierał się na ręce spoglądając na mnie i mimo półmroku panującego w pokoju na jego twarzy widziałam coś przypominające troskę.
- Miałam... koszmar- odwróciłam wzrok i tym samym przeniosłam się do pozycji siedzącej tyłem do chłopaka- Przepraszam, sprawiam ci tylko kłopot. Nie powinno mnie tu nawet być.
Podniosłam się już chcąc wstać, ale na nadgarstku poczułam silną rękę która mnie zatrzymała.
- Nie mów tak. Nigdy nie powiedziałbym, ze sprawiłaś mi jakiś kłopot. Nawet przez myśl mi to nie przeszło.
Odwróciłam się i spojrzałam mu w twarz lekko się uśmiechając. W tym momencie miałam ochotę dać upust dosłownie wszystkim emocjom jakie się we mnie buzowały. Miałam ochote się wypłakać i wydrzeć na całą chatę. Ale jakby to wyglądało o 5 nad ranem? Musiałam to w sobie zdusić. Poczekać na bardziej konfortowy moment. A może samo minie..
- Powinieneś spać. Obudziłam cię, nie chciałam.
- Nie spałem od dłuższej chwili. Nie martw się o mnie. Lepiej mów co to był za koszmar- spojrzał na mnie badawczo.
- A ty co. W psychologa się bawisz?- zaśmiałam się cicho, a on widząc że humor mi się poprawił zaśmiał się i zmierzwił swoje włosy.
- Dobrze wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim.
Może i mogłam, ale niektóre sprawy wolałam zostawić dla samej siebie. Naturalnie dziewczyny wiedziały wszystko, ale one jako nieodłączny element mojego życia miały do tego prawo. Nie chciałam obarczać tylko niepotrzebnie Liama kolejnymi smętami z życia.
- Ehm. Nie pamiętam nawet. Najgorsze jest to, że już chyba nie zasne- ułożyłam się spowrotem na łóżku- Ale ty sobie nie przeszkadzaj.
W odpowiedzi chłopak wstał i skierował się po omacku do jednej z półek naprzeciwko wracając bodajże z laptopem.
- Co ty robisz?- zaśmiałam się widząc jak nieudolnie stara się podłączyć ładowarke po ciemku.\
- No jak to co? Obejrzymy coś- powiedział jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem i włączył urządzenie, po czym położył się kładąc je sobie na kolanach.
Spojrzałam się na niego jak na kosmitę co chyba musiał zauważyć bo spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Oo już nie przesadza, że jest za wcześnie i chodź tu- pociągnął mnie w swoją stronę tak, że oparłam głowę na jego ramieniu.
- Masz miękkie ramie- zaśmiałam się cicho.
- Chyba chciałaś powiedzieć stalowe- uniósł brew do góry śmiejąc się uroczo.
"Zdecydowanie zbyt uroczo jak na chłopaka"pomyślałam.
- Niee. Mięciutkie jak podusia- wystawiłam mu język chcąc się trochę podroczyć.
Chyba coś jest ze mną nie tak. Najpierw staram się ze wszystkich sił zapominać o pewnych rzeczach. Przestać zamartwiać i tak dalej co zajmuje mi mnóstwo czasu. A przy tym chłopaku wystarczy pięć minut a czuje się tak swobodnie jak nigdy. Nawet Meg ani Sam nie potrafiły mi w tak szybkim czasie poprawić humoru.
- Widzę, że humorek wrócił- objął mnie ramieniem tak, że moja głowa teraz opadła na jego klatke piersiową- To dobrze, ale tak dla pewności puszcze toy story.
- Żartujesz- uniosłam głowę patrząc na niego z niedowierzaniem- uwielbiam to.
Odpowiedzią był jego śmiech. Strasznie zaraźliwy śmiech.
Jak się okazało też jest mega fanem. Nawet możnaby powiedzieć, że ogromnym. Po raz kolejny byłam zdziwiona tym jak dużo nas łączy. Przez ten cały czas wymienialiśmy się jakimiś śmiesznymi uwagami i żartowaliśmy tak jakbyśmy znali się od lat. Ani razu nie poruszył tematu mojego humoru za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Co chwile wybuchaliśmy śmiechem i zdarzyło się, że dźgnęłam go palcem z raz trzy dwa kiedy starał się mnie rozśmieszyć jeszcze bardziej.
- Jesteś prywatnie jeszcze zabawniejszy niż Niall. A myślałam, że go nic nie przebije- oznajmiłam po tym jak opowiedział mi tym co zrobił z Zaynem Louisowi jakieś pół roku temu.
- Widzisz jak mało o mnie wiesz- tym razem to on dźgnął mnie w żebra palcem na co niekontrolowanie się zaśmiałam- A propo Nialla długo się znacie>
- Noo. W sumie od dzieciństwa z dziewczynami a na każde wakacje wpadał Niall na conajmniej miesiąc. Pare razy do Irlandii leciała Meg ale to zazwyczaj na święta- odpowiedziałam.
A czy wy..- zaczął się się trochę jąkać. Obserwując z tej perspektywy jego wyraz twarzy zauważyłam, że się zmienił. Nieco spiął co nie uszło mojej uwadze.
- No wyduś to z siebie.
- Czy was łączyło coś więcej?- powiedział kątem oka obserwując moją reakcję, która w sumie musiała być trochę zaskakująca.
Najzwyczajniej w świecie wybuchnęłam głośnym śmiechem. Jednak zaraz uspokoiłam się przypominając sobie o tym, że reszta domowników śpi.
- Z Niallem? No co prawda przez chwile tworzyłam pare, ale to było jakieś dziwne i niezręczne i takie całkowicie dziecinne. Tak naprawdę nic poza przyjaźnią nas nie łączyło- posłałam mu pełen rozbawienia uśmiech, który już pewnie odwzajemnił.
Wyraz jego twarzy na nowo zmienił się na łagodny. Nawet nie miałam w sumie czasu na to żeby jakoś konkretniej zastanowić się nad tym bo w tym momencie poraz kolejny odwrócił głowę w moją stronę. Tym razem jednak zamiast cokolwiek powiedzieć wpatrywał się we mnie swoimi brązowymi oczami. A ja najzwyczajniej w świecie utonęłam. Nigdy chyba jeszcze żadne oczy nie wydawały mi się tak duże, spojrzenie tak szczere. Widziałam błysk w jego oczach i przysięgam, że gdyby nie to, że leże nogi ugięły by się pode mną. W momencie gdy jego twarz zaczęła zbliżać się do mojej a oczy wciąż skanowały moje ja w końcu się ocknęłam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Poprostu oprzytomniałam i podniosłam się pozostawiajac za sobą nieźle zdziwionego Liama.
- Emm jestem śpiąca- powiedziałam cicho- Ale najpierw czegoś się napiję, Zaraz wracam- nawet na niego nie spoglądając po prostu opuściłam pokój i nawet na moment się nie zatrzymując.
Kiedy już znalazłam się na dole chwyciłam sok z lodówki i oparłam się o blat. Co to do cholery było?
Przecież dobrze wiem do czego to zmierzało. Jak by się to skończyło gdybym w pore nie oprzytomniała.. Najpewniej pocałunkiem.
"Prawdopodobnie najlepszym pocałunkiem w twoim życiu" dopowiedziałam sobie podświadomie natychmiastowo karcąc się w myślach.
To była chwila. Dosłownie moment podczas, którego mogłabym stracić kogoś kto zasługiwał na miano wspaniałego przyjaciela. Może to alkohol wciąż przeze mnie przemiawiał. Może nie dostrzegałam czegoś wcześniej. Może tak naprawdę tego chciałam, ale nie kosztem tego co stworzyło się między nami.
Jego towarzystwo wywierało na mnie ogromne poczucie bezpieczeństwa, jego obecność sprawiała, że podświadomie mój humor się poprawiał. Ale to nie znaczy, że przez chwile słabości miałabym stracić to wszystko.
Nie wiem ile czasu przesiedziałam w kuchni, ale kiedy poczułam, ze zaraz padne ze zmęczenia zaczęło się robić coraz jaśniej.
Jak na ścięcie ruszyłam spowrotem do pokoju Liama. Najchętniej poszłabym prosto do swojego, ale nie miałam dalej klucza.
Nie mogłam opisać ulgi kiedy okazało się, że chłopak już zasnął. Przez moment poczułam wyrzuty sumienia kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że zostawiłam go samego bez żadnego wyjaśnienia, ale widząc go z takim spokojnym wyrazem twarzy to minęło.
Kiedy położyłam się chcąc czy nie chcąc i przykryłam jeszcze przez moment przyglądałam się jak jego klatka unosi się i opada w wyniku wyrównanego oddechu, po czym nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Dziękuję bardzo za każdy komentarz :)
Inspirujecie mnie do dalszego pisania. 
Jeśli prowadzicie jakieś blogi prosze żebyście zostawili adresy a chętnie zajrze i poczytam :)
Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieje, że i tym razem jakieś komentarze się pojawią 

środa, 7 maja 2014

Uwaga

Po pierwsze chciałam bardzo podziękować za ponad 7 000 wyświetleń :)
Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak mnie cieszą 

Jednak nie tylko o tym chce napisać.
Widzę liczbe wyświetleń i tym bardziej przykro mi, że nie ma żadnych komentarzy.
Szkoda tym bardziej, że wróciłam i mam parę pomysłów.
Brak motywacji smuci. Serio. :(
Skoro jednak nikt nie czyta to po co się produkować?
Następny rozdział pojawi się dopiero po tym jak zobacze, że komuś zalezy na tym. <:
Wyświetlenia wyświetleniami bo w sumie każdy może przypadkiem trafić na bloga nawet go nie czytając :C

Więc przypominam

komentarze= rozdział

Mam nadzieje, ze do zobaczenia :)

wtorek, 6 maja 2014

10

Byłam w trakcie nadrabiania zaległych sezonów seriali. Co poradzić, że zwyczajnie nie miałam na to czasu w domu. A tu?  Powinnam w tym momencie być gdzieś    imprezować czy ewentualnie leżeć na plaży. O ironio! Chyba więcej działo się w domu podczas pieprzonego zjazdu rodzinnego, z którego zmyłam się bardzo szybko na rzecz klasowej imprezy nad jeziorem.. Była nawet siostra mamy, ale bez Chrisa tylko z synkiem. Uwielbiam malucha tak samo jak tą pare. Są ze sobą już tak cudownie długo a Gwen wytrzymuje jego nieobecności. Widocznie dla miłość jest w stanie zaakceptować pewne poświęcenia. Nawet gdy okazuje się nim posiadanie męża, rozpoznawalnego na skale światową. Nie wiem czy byłabym w stanie na takie poświęcenie. Pamiętam sytuacje kiedy Gwen dostała pogróżki, jeszcze na początku ich związku. Chris tak się wściekł, że przez moment rozważał nawet odejście z zespołu. Ale moja ciotka w życiu by mu na to nie pozwoliła. Wie jak bardzo to kocha. Zdaje sobie też sprawe z tego jak ja uwielbiam Coldplay. Mam z Chrisem swietny kontakt i zdarza mi się wpaść na ich koncerty. Zawsze starają się namówić mnie na stanie w strefie vipowskiej ale co poradze, że wole poczuć to show pośród ludzi z pełnej perspektywy. Nie wiem jak będzie następnym razem. Cały zespół mnie w sumie polubił i przez moment Johnny nazywał mnie ich maskotką.. ehh no cudowni ludzie.Mają podobno zagrać coś w LA, a ja mam nadzieje, że Gwen będzie razem z zespołem. Z tego co wiem to jest z nimi w trasie razem z małym. Te wakacje miały dostarczyć mi nowych wspomnieć, nie odwrotnie. Cóż jednak poradze na fakt, że wszystko się tak potoczyło
Moje rozmyślenia przerwał krzyk, na dźwięk którego zerwałam się z łóżka. Prosze noo. Przecież to było oczywiste, że się wkurzy. Szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślałam.
Jak najszybciej mogłam podeszłam w stronę drzwi i je uchyliłam. Widząc, że na korytarzy nikogo nie ma i spodziewając się tego, że Zayn zapewne zaraz zawita do mojego pokoju puściłam się pędem w strone schodów. To chyba nie było najlepszym pomysłem bo po chwili usłyszałam jak ktoś zbiega z góry. Oparłam się o ściane w mało widocznym miejscu i zza rogu obserwowałam jak mulat zbiega prawdopodobnie do salonu nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że mnie tam nie ma.
Nie mogłam. Poprostu nie mogłam powstrzymać się od śmiechu widząc jego mine. I włosy... te włosy błagające o pomste do nieba. No ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. Teraz niech żałuje, że mnie wydał.
Tak zaabsorwowana tą wystuacją nie zauważyłam, że ktoś stanął obok mnie. 
Podskoczyłam jak oparzona czując rękę na swoim ramieniu.
- O Boże Liam.. wystraszyłeś mnie- odwróciłam się do chłopaka kładąc ręke na sercu.
- Emmm co ty robisz?- spojrzał na mnie uważnie mi się przyglądając. 
Dopiero teraz zauważyłam jak uważnie mnie lustruje wzrokiem. Przy tym się uśmiechając. Ale to w taki sposób którego zupełnie nie byłam w stanie zdefiniować. Przynajmniej nie w momencie, w którym  Zayn latał po domu najpewniej mnie szukając.
- Zayn mnie hah szuka nie ma czasu na wyjaśnienia haha- wydusiłam z siebie a jego twarz przybrała teraz rozbawiony wyraz.
- Nie smiej się ze mnie tylko mi pomóż- uniosłam brew do góry.
- KIIIIIIIIIM I TAK SIĘ NIE UKRYJESZZZZZZZZZ!- Zayn ewidentnie zrozumiał, że na dole mnie nie ma.
- Kimmie!- z jednego z pokoji wyszedł Harry widząc mnie i ciemnego bruneta zatrzymał się lustrując nas podejrzliwym wzrokiem.
- Z tego co słysze Zaynie cie wszędzie szuka. A ty się tu bujasz z Liamem?- zaśmiał się co odwzajemniłam podobnie jak sam Liam którego (nie)dyskretnie szturchnęłam w bok- Co mu się stało?
- A nicc wiesz taka przyjacielska sprzeczka- wymusiłam swój standardowy uśmieszek na co on tylko pokiwał głową i udał się na dół.
Odwróciłam się na pięcie tym samym trafiając wprost na Liama.
- Czemu on cie szuka? Coś się stało? Coś chce ci zrobić?- chłopak zasypywał mnie pytaniami podczas gdy ja kompeltnie nie miałam pojęcia co teraz ze sobą zrobić.
- Potem ci to wyjaśnie. Chodź musimy się gdzieś ukryć bo chyba nie sądzisz, że Harry nas nie wsypie- chwyciłam go za rękę i nie czekając na wyjaśnienia pociągnęłam na równoległego pokoju.
- Hejjj. Jeśli on ci chce coś zrobić to się nie bój przy mnie nawet cie nie tknie nie pozwole na to- Liam zatrzymał się i odwrócił mnie w swoją stronę zmartwiony co poskutkowało przyjemnym uczuciem. Martwi się o mnie, to miłe.  Zamknęłam drzwi od jak się okazało pokoju Niall sądząc po czystości.
- Niee to tylko zemsta nie ma się co obawiać- zaśmiałam się.
- Zemsta mówisz?- podniósł brew do góry w ten charakterystyczny dla siebie sposób.
- No tak a ty możesz czuć się pełnoprawnie udziałowcem bo Harry już cie ze mną widział więc pewnie Zayn to sobie skojarzy- usiadłam na łóżku klepiąc miejsce obok siebie.
Chłopak przysiadł obok i zmierzwił włosy ręką co było jak dla mnie nadzwyczaj seksowne. Wywróciłam oczami myśląc nad własną głupotą kiedy przypomniałam sobie nagle sytuacje z miasta i dziękuje Bogu za to, że siedziałam na łóżku bo nogi momentalnie się pode mną ugięły. Czemu ja tak na niego reaguje? Co jest ze mną nie tak do cholery?
- Kim?- głos Liama rozbudził mnie z transu a ja spojrzałam na niego lekko rozkojarzona.
- Mhmm?
- Pytałem czy coś obejrzymy- uśmiechnął się szczerze wskazując na laptop Nialla.
- Serio? Chcesz coś oglądać? Teraz?- zaśmiałam się.
- No wiesz skoro i tak narazie stąd nie wyjdziemy to pomyślałem...
- Nie gadaj tylko coś puść.
- Taaak tylko co?- usiadł koło mnie z laptopem irlandczyka na kolanach i zaczął przeglądać jakieś foldery z filmami.
- A co on tam ma? Ooo nie to czekaj czekaj wróć! "Jestem legendą"?- spytałam.
- Żartujesz? Uwielbiam ten film- zaśmiał się uroczo co odrazu odwzajemniłam.
- Ale najpierw- zaczął i wstał na moment żeby po chwili położyć się na łóżku- trzeba się wygodniej rozwalić.
- Tak? ahhahhaha. Co by Niall powiedział na to bezczeszczenie jego łóżka?
- Nie gadaj tylko chodź tu- nie wiem czy możliwe, ale jego uśmiech powiększył się jeszcze bardziej.
Wzruszyłam ramionami nie mogąc opanować przyjemnego uczucia gdy usadowiłam się koło niego i przyjęłam jak najwygodniejszą poze żeby obejrzeć film.
Może coś było nie tak. Mimo tego, że ewidentnie moja relacja z Liamem się z niewiadomych przyczyn oczywiście jednostronnie zmieniała. Ja nie potrafiłam go od siebie odsunąć. Nie czułam się niezręcznie w jego obecności. A już samo to, że leżałam obok niego chyba powinno mną jakoś wstrząsnąć. Nic z tych rzeczy. Czułam się tak jakbym znała go od zawsze. Jakby jego obecność była czymś normalnym. A jeśli nie czułam się w żaden sposób niekomfortowo powinnam o tym nie myśleć i to zwyczajnie zignorować tak jak zrobiłam to pare godzin wcześniej.
Przez ten cały czas ani razu nikt nie wpadł do pokoju. W czasie trwania filmu zdążyłam opowiedzieć Liamowi o mojej małej zemście. Śmieszyło go to strasznie a mnie przechodziły przyjemne ciarki wzdłuż kręgosłupa kiedy się uśmiechał. Chyba nie ma takiej osoby której nie odpowiadałby jego sposób bycia. Był nadzwyczaj szczery i przy tym taki troskliwy kiedy opowiadał o swoich siostrach i rodzinie. Rozmawialiśmy na każdy możliwy temat ingorując zupełnie najważniejsze sceny filmu. Siedziałam po turecku na przeciwko niego a on leżał wyprostowany opierając się na łokciu tak, że spoglądaliśmy wprost na siebie.
- Czym się wogóle zajmujesz?- zadałam jedno z kolejnych pytań.
Chiciałąm dowiedzieć się o nim jak najwięcej co było dziwne bo do tej pory mało mnie obchodzili inni ludzie z wyjątkiem rodziny i przyjaciół.
- Emm... Można powiedzieć, że muzykuję- odpowiedział po krótkim zastanowieniu i spojrzał na mnie oczekując jakiejś mojej reakcji.
Wydało mi się troche dziwne to, że przyglądał mi się jakby na coś czekał, ale kiedy zmarszczył brwi robiąc przy tym taką mega zamyśloną minę nie wytrzymałam i najzwyczajniej w świecie go szczypnęłam wolną ręką.
Liam spojrzał rozbawiony po chwili podnosząc się do siadu.
-Okej, sama tego chciałaś- zaśmiał się i po chwili był już nademną gilgocząc mnie wyraźnie się nabijając co mojej bezradności.
- Liam prosze cie przestań. hahaha Liam no!- próbowałam go jakoś ogarnąć, ale dosyć słabo mi to wychodziło. Starałam się wyswobodzić, ale było dosyć ciężko szczególnie zważywszy na fakt, że to ja leżałam podczas gdy on maltretował mnie rękami stojąc nademną. Ale jakimś cudem udało mi się podnieść.
- Ooo tu jesteście i oo..- drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich nie kto inny jak Niall.
Musiała to być chyba troche niezbyt konfortowo wyglądająca sytuacja bo ja i Li zastygliśmy w miejscu podczas gdy on łapał obejmował mnie w pasie a ja ręce trzymałam na jego klatce piersiowej.
- Yy.. Wszędzie was szukaliśmy. Fajnie by było jakbyście zeszli- blondyn skierował się do jednej z półek swojego pokoju i chwycił z niej coś- Co wy wogóle robicie w moim pokoju?- spytał.
- Film sobie oglądaliśmy- Li stwierdził jakby nigdy nic przejmując tym samym inicjatywe.
I dobrze. Ja po tym śmiechu czułam się jakbym przebiegła conajmniej maraton.
- No dobra, ale u mnie? Na moim laptopie???
- Ty chyba nie sądzisz, że ja tam zejde kiedy Zayn mnie szuka- wtrąciłam.
- Zayn?- Niall zaśmiał się i machnął ręką- jemu już dawno przeszło. Chodźcie bo gramy w butelke- oznajmil i wyszedł.
- W butelke? Serioo?..- zrezygnowana spojrzałam na Liama który na nowo stał się jakby nieobecny.
- Chodź- pociągnął mnie za ręke- O Zayna się nie bój. Nawet cie palcem nie tknie- oznajmił z uśmiechem chwycił mnie za rękę i skierowaliśmy się na dół.




Jak mówił blondas tak też było. Kiedy zeszliśmy na dół nikt nawet nie zwrócił na nas większej uwagi. Trzymałam się blisko Liama obawiając się nieco Zayna. Nie wiem czy było to uzasadnione ponieważ on jakby nigdy nic siedział sobie i rozmawiał z Harrym i Meg której obecność nieco mnie ucieszyła. Fajnie że jednak chce się integrować. Puściłam ręke Liama, który spojrzał na mnie pytająco, uśmiechnęłam się i pokazałam na kuchnie do której się udałam się czegoś napić. Wyjęłam sobie puszke z pepsi otworzyłam się i oparłam o blat. Do środka po chwili wszedł Louis i zaczął wyjmować z niej jakieś butelki z piwem i flaszke. No ładnie. Kiedy to się tam nazbierało?
- Kimmie Kimmie Kimmie- no wiedziałam, że długo tak bez gadania nie wytrzyma.
- Tak Loui?
- Ja myślałem, że my tu się spikniemy, będziemy żyć długo i szczęśliwie a ty tutaj rozbijasz mi serce- mówił nie odrywając na moment wzroku od lodówki.
- Ale co?? Czekaj... o czym ty gadasz?- podniosłam zdezorientowana jedną brew.
- Noo.. Może reszta nie widziała ale ja nie jestem ślepy i widziałem te złączone ręce- powiedział jakby nigdy nic szarpiąc się widocznie z jakąś puszką bo przeklnął nie mogąc sobie poradzić.
- Eee?- widział mnie i Liama. Okey.
Na mojej twarzy wkradł się chyba uśmiech i na moment się zamyśliłam bo ocknęłam się kiedy Louis zaczął mi machać ręką przed oczami.
- No i o tym właśnie mówie- wyszczerzył się- Zostańmy przyjaciółmi.
Przytulił mnie a ja odwzajemniłam to nie bardzo rozumiejąc sytuacji.
- Louis ale ja nie..- zaczęłam kiedy zorientowałam się co miał na myśli.
- Oj... nie tłumacz się. To, że inni nie widza niektórych rzeczy to nie znaczy, że jak też- uśmiechnął się i objął mnie ramieniem.
Tego człowieka nie przegadasz poprostu. Więc co poradzić. Już się nie odezwałam.
- A teraz moja przyjaciółko pomóż mi z tym może- wręczył mi pare butelek sam wziął w ręke i udał się w kierunku pozostałych.
- Eeeee tyle alkoholu na gre w butelke?- spytałam.
- Noo wiesz. Butelka alkochinczyk... kto wie- zamrugał wesoło i zniknął  za drzwiami.
Wzruszyłam tylko ramionami i udałam się za nim.
Przysiadłam między Liamem i jak się okazało Louisem, który cały czas dawał mi słabo zrozumiane znaki oczami. Wyglądało to wprost komicznie dlatego co chwile wybuchałam śmiechem.
Gra w butelke jak to gra. Zaczął kręcić Niall i wypadło na Sam wzięła wyzwanie więc musiała wypić dwie kolejki pod rząd jak to stwierdził blondyn- na rozluźnienie. Blondynka zadowolona z takiego obrotu sprawy wypiła i zakręciła butelką, która szczęśliwie lub nie szczęśliwie wypadła na mnie.
- Pytanie- ułożyłam ręce na piersiach pewnie spoglądając na przyjaciółke, która chyba zastanawiała się o co spytać.
Lepsze to niż wyzwanie, które w jej wykonianiu pewnie było by jakieś hardkorowe.
- O o o! Ja mam!- Meg klasnęła w ręce i uśmiechnęła się złośliwie.
- Ejjjj to niezgodne z zasadami- zaprotestowałam, mimo że czułam iż nie ma zamiaru odpuścić.
- Nie marudź. Moge Sam?- spojrzała na dziewczyne a ta niewyraźnie cos mruknęła kiwając głową.
- Noo więc, jak tam się nazywało to ciacho z wypadku, kiedy się spotkacie? I czy wogóle i masz jego numer?..
- Eeeej miało być jedno pytanie- oburzyłam się.
- Więc?
- Matt- chwyciłam butelke chcąc zakręcić.
- Co za Matt?- spytał Harry, który przypomniał o swojej obecności.
Do tej pory tylko siedział i jadł co było dość dziwne tym bardziej, że obok niego siedział Niall. No ale cóż.
- Taki typ na którego wpadła Kim i nie chce przyznać ze na niego leci- Meg odpowiedziała zanim ja zdążyłam to zrobić.
- Nie lece na niego. Ja go nawet nie znam- oburzyłam się znowu.
- Następny z którym mnie zdradzasz?- spojrzałam na Louisa który starał się zainicjować płacz.
Nie okłamujmy się słabo mu to wychodziło.
- Następny ale jak...
Spojrzałam chyba z mordem wypisanym na twarzy na Louisa który już otwierał usta żeby odpowiedzieć, ale ostatecznie zamilkł. Nie to żeby mnie obchodziło to co on sobie myśli, ale poprostu wydaje mi się, że jego przemyślenia powinien zostawić sam dla siebie, a nie dzielić się nimi z ludźmi. Tym bardziej, że są wyssane z palca. Całkowicie bzdurne i nieprawdziwe.
Zaczęliśmy grać dalej i coraz więcej pić. Chyba nikt się nie hamował co mi odpowiadało. W ruch poszła też wódka która kończyła się coraz szybciej.


- Kręć.
- Okej okej już... O Harry- zaśmiałam się kiedy butelka się zatrzymała.
- Oooo to może hmmm...- zastanawiałam się.
- Pocałuj Sam- wydarł się Niall.
- Coo? Ale jak to nieuczciwe..- Sam zaczęła się jąkać.
- Co nie uczciwe? Nie ma że nie uczciwe. Polejcie Niallowi- przybiłam mu piątkę- A ty całuj wskazałam na Harrego.
Po chwili chłopak niby od niechcenia przybliżył się do Sam i złączyli usta w pocałunku który chyba trwał zbyt długo jak dla mnie.
Kiedy Louis zaczął z resztą chłopaków odchrząkiwać ja nie mogąc przestać się śmiać odwróciłam się na bok tym samym trafiając na Liama który siedział po mojej lewej.
Siedział taki jakby nie obecny a kiedy zauważył, że mu się przyglądam posłał mi niewyraźny uśmiech.
Oparłam głowe na jego ramieniu przez moment wdychając jego perfumy, którymi się zaciągnęłam. Poczułam jak obejmuje mnie ramieniem a swoją głowę układa na mojej. Zaśmiałam się cicho.
- Kim! Pytanie czy wyzwanie nie śpij dziewczyno- Harry zaczął się wydzierać.
- Spokojnie. Nie zauważyłam, że skończyliście się już lizać- wystawiłam mu język zauważając czerwoną na twarzy Sam.
Sammie się rumienie. A to nowość.
- No to jak?
- Yyy oczywiście, że wyzwanie- powiedziałam przeczuwając złe pytania.
- Liam Louis pomożecie mi z czymś?- Sam wstała i udała się w stronę piętra- Musze coś przenieść.. i potrzebuje kogoś ten no.. silnego i..- coś kręciła, ale tylko chyba ja to zauważyłam bo ta dwójka posłusznie wstała i udała się za nią.
- No to co z tym wyzwaniem?- spytałam.
- OK to może ja- Zayn wstał i nie czekając na to co zrobi Harry- podszedł do mnie po czym podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię.
- Zayyn do cholery co to ma być. ZAYN postaw mnieeeeee!
- Nie niee nieee tym razem- normalnie poczułam jak się uśmiecha.
A Harry Niall i Meg co? Siedzieli i śmiali się podczas gdy mulat otworzył sobie jedną ręką drzwi od salonu i udał się ze mną na dwór. Czując do czego to zmierza panicznie zaczęłam się wiercić. Ale oczywiście nic co dobre nie trwa wiecznie.
- Lecisz księżniczko- Zayn zagryzł dolną wargę i z uśmiechem wrzucił mnie do basenu.
Wynurzyłam się dosłownie po chwili, cała mokra wyszłam z basenu.
- Cholera jasna- weszłam do środka trzęsać się lekko i udałam od razy na schody żeby się przebrać.
Zawsze ja do cholery jasnej. Zawsze basen. Co oni mają z tym basenem no???
Jakie wielkie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że moje drzwi od pokoju są zamknięte..
Teraz to już lekka przesada chyba no ale okey skoro tak chcą pogrywać to nie będę uległa. Wróciłam do salonu posyłając Zaynowi i mojej "grupce wsparcia" mordercze spojrzenie. Po chwili przybierając wymuszony ale szeroki uśmiech siadłam na swoim miejscu. Zayn i Harry śmiali się w najlepsze. Meg z Niallem rozmawiali, albo przynajmniej próbowali. A po chwili do środka weszła Sam, która widząc mnie zaczęła dosłownie jak ja się trząść- tyle, że ze śmiechu.
A więc ona też w to była zamieszana okej. Zaraz za nią weszli Loui i Li.
- Eejj co tu sie.. Kim dlaczego jesteś cała mokra?- Louis podbiegł do mnie chcąc mnie przytulić, ale to chyba nie był najlepszy pomysł z racji że dosłownie ociekałam wodą.
- Miss mokrego podkoszulka- Zayn zaśmiał się na co ja prychnęłam tylko pod nosem.
- Czemu się nie przebrałaś?
- Dobre pytanie Lou. Po tym jak wyszliście Zayn wrzucił mnie do basenu, a potem cudownie okazało się, że ktoś zamknął mi pokój- wymamrotałam.
- Aaa- chłopak udał że się nad czymś zastanawia- to po to Sam nam kazała iść i siedzieć bez sensu w tym pokoju. To ma w sumie sens.
- Tyyy- zagroziłam dziewczynie palcem.
- Nie możesz tak siedzieć. Chodź- Liam stanął przedemną i wyciągnął rękę którą chwyciłam- Dam ci coś swojego.
- Dzięki, ale nie musisz..
- Przestań będziesz chora.
Nic już nie odpowiedziałam tylko ruszyliśmy poraz kolejny do góry podczas gdy reszta zaczęła dalej pić.


-Nie musiałeś serio- powiedziałam bawiąc się rękami podczas gdy Liam szukał czegoś odpowiedniego w swojej szafie.
- To powinno być dobre- wręczył mi jakąś koszulke i spodnie od dresu- Tu masz łazienke poczekam na ciebie- uśmiechnął się.
Weszłam do środka, ogarnęłam jako tako odwieszając mokre rzeczy i wyszłam z pomieszczenia.
Liam jak powiedział tak zrobił. Siedział na łóżku bawiąc się telefonem, który schował kiedy tylko mnie zauważył i uśmiechnął się promiennie.
- Do twarzy ci w moich rzeczach.
- Zazwyczaj dziewczyny w męskich ciuchach wyglądają.. hmmm słodko?- wystawiłam mu język.
Kiedy odwrócił wzrok w drugą stronę ja zaciągnęłam się perfumami chłopaka, którymi przesiąkła jego koszula. Ojezusie. Mając ją na sobie nie czułam się jak w worku tylko żeby nie powiedzieć.. o wiele atrakcyjniej.
- Coś nie tak?- uniósł brew.
- Nie skądże- podeszłam i wskoczyłam mu na barana czego się chyba nie spodziewał ale złapał mnie za nogi i ruszył ze mną na plecach z pokoju.


Jeśli ktoś tu jest mogłabym prosić o jakikolwiek komentarz? Prosze o nawet głupie ":)" które mogłoby mnie w jakis sposób zmotywować :)

piątek, 25 kwietnia 2014

9!!

Z samego rana przyłapałam się na tym, że wlepiałam oczy w sufit.. Bez żadnego konkretnego powodu leżałam już od dłuższego czasu uważnie mu się przyglądając. Coś było nie tak. Jakoś tak cicho.. Do tej pory powinnam już coś usłyszeć, jakieś krzyki czy chociażby  kogoś spadającego ze schodów. A tu nic.. Zupełnie nic. Jakoś tak dziwnie spokojnie.
Nie mogąc dłużej znieść tej ciszy wstałam i ruszyłam obczaić teren.
W pierwszej kolejności zajrzałam do najbliższego pokoju czyli do Sam. Zastałam tam dziewczyne siedzącą na łóżku z książką na kolanach. "Dobra.. Sam sobie siedzi i czyta. To się już robi coraz bardziej dziwne".
- O! Cześć Kim- przywitała się kiedy tylko mnie zobaczyła.
- Heeeej. Co ty robisz?- spytałam podchodząc do niej.
- Czytam sobie- uśmiechnęła się najzwyczajniej w świecie i odłożyła książke na bok- Nie bardzo miałam co robić. Wstałam jakieś pół godziny temu i nie chciałam was budzić.
- No dobra.  Ale żeby czytać książke? Saam ty nigdy nie czytasz książek- spojrzałam na nią uważnie na co ta się szybko uśmiechnęła.
- Mówiłam, że mi się nudziło. Ładowarka mi gdzieś zniknęła.. pewnie Megan zabrała- przez chwile wyglądała na zamyśloną po czym znowu spojrzała na mnie- Ogarnij to, że cały dom jest pusty,
- Może to i lepiej- spojrzałam w kierunku drzwi, o które opierała się Meg z miną, który mogła mogła oznaczać tylko jedno..
- Widzę, że masz już jakieś plany- zaśmiała się.
- Pamiętacie co sobie obiecałyśmy przed przyjazdem tutaj?- spojrzała na nas- Miałyśmy się świetnie bawić RAZEM. Mam na myśli tylko naszą trójkę a nie jakiś pięciu kretynów.
Chyba czułam do czego zmierza.
- Co proponujesz?- spytałam.
- Babski wypad. Macie pół godziny i lecimy na miasto!
Może miła troche racji. Od przyjazdu nie zrobiłyśmy praktycznie nic razem. Z tego co sobie zaplanowałyśmy. Nie żeby mi to nie odpowiadało. Nic nie mam do tej piątki, ale jak dla mnie są nieco podejrzani i dziwne, że się zmyli tak z rana.

Ubrałam się odpowiednio do pogody ubierając bikini pod ciuchy. Nigdy nie wiadomo co będziemy robić a ostatnie wydarzenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że czlowiek nigdy nie jest pewny w stu procentach czy czasem nie wpadnie do basenu..
Chwyciłyśmy potrzebne rzeczy i zamknęłyśmy dom.

.............................................................


Już od kilku godzin na nogach. Spotkanie z menagerem przybyłym do studia przeciągało się niemiłosiernie.
- No panowie. Wakacje wakacjami, ale praca czeka. Wiecie czemu was to sprowadziłem. Zresztą wczoraj wytłumaczyłem Zaynowi i Liamowi co od was chce.
- Jakaś grubsza sprawa?- wciął się Louis rozłożony na kanapie.
- Dobrze wiecie, że przyjazd tutaj to bonus. Macie nieco obowiązków i mieliście się z tym liczyć. Poza tym już nie mówie o tym jak załatwiłem wam nocleg.. lepiej wam niż w hotelu? Bez ciągłych pisków fanek?
- No, dzięki James- powiedział Niall w tej samej sekundzie wystawiając rękę z ciastkami do menagera- chcesz jedno?
- Okey. A więc o co chodzi dokładnie?- odezwał się Zayn stojący przy oknie.
- Będziecie się promować. Przyjazd do LA to tylko początek waszej promocji w USA. Jesteście tutaj nieco mniej znani i wytwórnia chce to zmienić. Więc jeszcze raz mówie. Korzystajcie z wolnego czasu bo już niedługo zacznie się praca panowie.. Teraz idzcie na spotkanie ze stylistką. Na maila przysle wam dokładny rozkład- uśmiechnął się do całęj piątki.
- Liam zaczekaj- James zwrócił się do chłopaka gdy pozostali opuszczali pomieszczenie.
- Tak?
- Słuchaj, wiem że liczyliście na coś innego.. nie spodziewaliście się pewnie pracy. I to mieszkanie.. Znajoma twierdzi, że problemów nie będzie, ale pilnuj tego towarzystwa.
- James spokojnie. Zaklimatyzowaliśmy się i nie widzę żadnych problemów.
- Kristy twierdzi, że to wystarczająco duży dom..
-Taaaaaak. Nie martw się. Nikomu nie przeszkadza nowe towarzystwo- Liam uśmiechnął się jakby sam do siebie co nie uszło uwadze mężczyzny.
- Okey. W takim razie dam wam znać. A ty leć do reszty.
.......................................................
Kim

- Co ty się tak wgapiasz w ten telefon? Kurcze Megan zaraz się zabijesz na tej drodze- Sam idąca obok mnie śmiała się w najlepsze podczas gdy Meg zawzięcie pisała Sms-y szczerząc się przy tym niemiłosiernie.
- "Kim, Sam idziemy do miasta, spędzimy ze sobą troche czasu.. a nie czekaj! Wypisze najpierw tylko z tysiąc smsow z jakimś typem.."- Sammie zwijała się ze śmiechu.
No ale przecież znamy Meg i wiemy jaka jest, co nie zmienia faktu, że jest tu z nami więc wypadałoby się jakoś ogarnąć...
- Dobra! Umówiłam się już- brunetka nagle zatrzymała się i spojrzała na nas chowając urządzenie do torby.
- Co robimy?- spytałam.
- Chcecie wiedzieć co robimy? No więc tak. Umówiłam się- powiedziała z tym swoim "blaskiem w oczach"
- Co za niespodzianka- powiedziałam jakoś bez przekonania- Spodziewałaś się tego Sam?- szturchnęłam blondynke uważnie jej się przyglądając i starając zachować całkowitą powagę- Bo ja nieeeeeeeee.
- No ja też nie- dziewczyna zaśmiała się poraz kolejny dzisiejszego dnia i obie skupiłyśmy uwagę na Meg która widocznie miała coś w planach.
- Lecimy na zakupy!!!


Zakupy minęły dobrze. Odwiedziłyśmy mnóstwo sklepów zwłaszcza ze wzgledu na Meg. Zawsze musi kupić coś nowego chcąc jakby odreagować zbliżającą się randkę z chłopakiem. Może komuś przeszkadzałoby to w jaki sposób się zachowuje ale my z Sam do tego przywyklyśmy. Ma taki charater, ale co poradzić my to akceptujemy, traktujemy się jak siostry.
Z całych moich zakupów trwających około dwóch godzin wyszłam z paczką gumy. Nie miałam dzisiaj ochoty na przymierzanie bez sensu tony ciuchów których i tak nie miałabym ochoty kupić i targać. Nie dzisiaj.. Sam za to kupiła sobie śliczną bluzkę i spodenki, natomiast Meg  dwie sukienki i coś tam jeszcze na co nie zwróciłam większej uwagi. Odwiedzając już ostatni według obietnic sklep postanowiłam, że poczekam na dziewczyny na zewnątrz. Opuściłam sklep i przysiadłam na murku, który znajdował się na przeciwko. Oparta na rękach odchyliłam się w tył i przymknęłam oczy. Po chwili obok mnie znalazła się Sam i poszła w moje ślady.

Nie wiem ile czasu tak spędziłyśmy w ciszy, gdy z transu rozbudził mnie dźwięk sma-a.
- Spójrz na to- Sammy zaczęła machać mi telefonem przed oczami.
Chwyciłam go i przeczytałam wiadomość zaadresowaną do przyjaciółki.

                       "Jak tam piękna?Xx"

- Wiesz kto to?- na moje pytanie dziewczyna pokręciła przecząco głową.
- Odpisz- dodałam jakby nigdy nic i powróciłam do poprzedniego zajęcia.
- Okej. "Znamy się?"
 Długo nie musiałyśmy czekać na odpowiedź. Kolejny sms przyszedł po około minucie.

                         "Nie ale możemy się poznać :3"

- Aha- powiedziałam tylko kiedy go przeczytałam.


...................................................


- Co robicie?- Niall podszedł do kanapy na której siedział Harry z Louisem trzymający telefon w ręce.
Wyraźnie mieli z czegoś niezły ubaw co nie uszło uwadze blondasa.
- Trollujemy Sam- Louis odpowiedział mu starając się przestać śmiać.
- Co prosze?- blondyn zrobił wielkie oczy tym samym zwracając uwagę Zayna obserwującego ich z większej odległości. I ten po chwili znalazł się przy pozostałej trójce.
- Noo.. wczoraj zostawiła telefon, a ja sprawdziłem numer. Teraz do niej piszemy. Wiesz co jest nejlepsze? Ona nie ma pojęcia z kim rozmawia. Hahaha- mówiąc to Harry prawie spadł z kanapy.
Pokazali sms-y wpędzając ich w niezły ubaw.
- Eeej. A macie numer Kim- Zayn spojrzał na kolegówunosząc brwi do góry. W tym momencie do pomieszczenia wszedł Liam.
- Nie. Nawet nie wiesz jak żałuje, ale nawet nie pomyślałem. Bałem się, że zaraz zobaczy. Poza tym ona ma wszystko na hasło. Listy kontaktów w życiu bym nie zobaczył. Puściłem sobie cynka z jej telefonu bo był chwilowo odblokowany i tyle- Louis uśmiechnął się i zaczął coś znowu wystukiwać.
- Tyy Zayn po co ci numer do Kim?- Niall spojrzał na mulata, który zaśmiał się próbując ukryć zmieszanie co nie uszło uwadze blondyna.
- Tak spytałem tylko.. Też bym sobie potrollował.
- Prosze cie. Znam cie.. ale uwierz, że ta dziewczyna nie jest taka łatwa jak ci się może zdawać- Niall poklepał przyjaciela po ramieniu..
- Oooo Zayn ty szaleńcze...
- Zamknij się Harry.
- Wydaje mi się, że taki badboy jak ty miałby u niej marne szanse- Nialler zaśmiał się pod nosem.
- A ty skąd możesz o tym wiedzieć?- Zayn spojrzał na chłopaka z wyrzutem nie próbując nawet ukryć zdziwienia.
- Może dlatego, że kiedyś z nią byłem?- blondyn zaśmiał się pod nosem.
Teraz już nie tylko Zayn ale wszyscy wpatrywali się w chłopaka ze zdziwieniem. kto by przypuszczał, że Kim i Nialla mogło coś kiedykolwiek łączyć. Chłopak spojrzał po twarzach przyjaciół. Harry i Louis widocznie już się oswoili z tą myślą i dalej naśmiewali się z sms-ów. Najwyraźniej Zayn to jeszcze przetwarzał. A Liam? Z twarzy Liama chłopak nie potrafił wyczytać zupełnie nic. Nie wiedzial czy było to zdziwienie czy coś w rodzaju żalu i złości kiedy spojrzał w końcu na niego.
- No coo nie patrzcie tak na mnie. To było pare dobrych lat temu. Za długo też nie trwało. Mieliśmy wtedy po 13 lat?? Żebyście widzieli swoje miny hahaha. Ale spokojnie ostatecznie stwierdziliśmy, a raczej ona stwierdziła, że między przyjaźnią, ale to baaaaardzo tak poważnie bardzooo głęboką- tu ponownie spojrzał po twarzach wszystkich - przyjaźnią nic między nami nie ma- zakończył swój monolog.
- Serio. Zawsze traktowałem ją jak siostre tak jak moją kuzynkę i Sam. Kiedy przyjeżdżałem byliśmy jak jedna wielka rodzina. Przykro mi tylko, że minęło tyle lat a tu taki przypadeczek, że się spotkaliśmy mimo braku kontaktu tak długo- Niallowi głos się troche załamał, ale zaraz zastąpił go uśmiechem- No ale ten no.. przypadki chodza po ludziach nie? Nie wszystko stracone.
Liam widząc jego zmieszanie podszedł do kumpla i objął go przyjacielsko ramieniem uśmiechając sie pokrzepiająco.
- Stary one już ci wybaczyły- zasmiał się.
Niall był wdzięczny najlepszemu przyjacielowi, tym bardziej starał się zrozumięć jego zachowanie kiedy oznajmił wszystkim o tym co było pare lat temu. Czyżby Liama coś ciągneło do tej dziewczyny? Albo Zayna?Tego nie mógł stwierdzić, ale wiedział ze gdyby tak było zaakceptowałby to. Liam to jego najlepszy przyjaciel, a Kim zawsze traktował jako przyjaciółkę mimo upływu czasu. Może przez chwile czuł do niej więcej. Ale to szczeniacka miłość prawda? Napewno będzie musiał porozmawiać z Liamem, jeśli okaże się to prawdą. Narazie na nic się chyba nie spowiada. Tak?
- A teraz chodźcie do pracy, im wczesniej skonczymy tym wczesniej wrocimy.
 
................................................
Kim

- Dalej piszesz z tym pedofajlem?- spytałam jakieś 15 minut później kiedy leżenie na pełnym słońcu zaczęło mnie powoli nudzić.
Teraz nie tylko Meg ale i Sam smsowała nie widząc świata poza tym. Ja w sumie nie miałam nic lepszego do roboty jak obserwowanie przyjaciółki. Super spędzony czas. Nie ma co.
- Serio nie przychodzi ci do głowy kto to może być?
- Nie mam pojęcia, ale coś czuje, że ktoś perfidnie robi sobie ze mnie jaja- Sam spojrzała na mnie w oczekiwaniu na jakiś cud.
Olśniło mnie. Wyrwałam jej telefon z ręki i wpisałam hasło które na moje szczęście znałam  mając zamiar sprawdzić pewną rzecz.
- Czy możesz mi wyjaśnić co ty właśnie robisz?- dziewczyna spojrzała na mnie z wyrzutem na co ja przekręciłam oczami.
- Skoro twierdzisz, że nikomu nie dawałaś swojego numeru to są dwie opcje.
- No dawaj Sherlocku- zaśmiała się.
- A więc- kontynuowałam- z racji, że to nie ja stwierdzam, że twój numer mógł znaleźć się w niepowołanych rękach przez Maggie. Choć oczywiście w to wątpie- dodałam szybko widząc jej mine.
- Albo..?
- Albo zaraz się dowiem.
Weszłam w spis połączeń, przewinęłam i moim oczom ukazał się numer z datą i godziną połączenia.
- Co robiłaś wczoraj z telefonem około godziny 19?- spytałam obrzucając ją podejrzliwym spojrzeniem.
- Em.. to było już po wyjściu z basenu. Poszłam się przebrać, zresztą byłaś wtedy ze mną a mój telefon został chyba w salonie- zamyśliła się na moment-.... NIE WIERZE- prawie wykrzyczała kiedy wszystko stało się dla niej jasne.
- Mam rozumieć, że któryś z tych geniuszy moe pofatygował się nawet żeby usunąć spis połączeń kiedy puszczał strzałke?- śmiałam się jak głupia.
- Co teraz?- zapytała- Napisać, że wiem? Albo nie! Będe pisać dalej jakby nigdy nic- powiedziała uśmiechając się bezwzględnie na co ja przekręciłam po raz kolejny oczami i wróciłam do poprzedniego zajęcia.


Idąc przed siebie zastanawiałam się jak w tak krótkim czasie można polubić ludzi. Aż sama się sobie dziwiłam. Niall prawie wcale się nie zmienił. Louis i Harry takie niby dwa śmieszki, ale potrafią pogadać. Oczywiście nie tak bardzo jak Liam, któ¶y to już zdążył udowodnić. Na samo wspomnienie chłopaka na moje usta wkradł się ledwie widoczny uśmiech. To jak się mną przejął było czymś zupełnie nowym. Jest tak miły a ja właściwie nie wiem czemu, ale kurcze ciągnie mnie do niego chyba najbardziej z nich wszystkich. Ten uśmiech, sylwetka i przede wszystkich oczy, które wpatrują się w ciebie świdrując cię. Tak jakby jednym spojrzeniem był w stanie wyczytać wszystko jak z otwartej kartki. Powinno mnie to przerażać, ale wcale tak nie było. Nie potrafiłam wyobrazić sobie tego żeby ten chłopak mógł mnie w jaki kolwiek sposób skrzywdzić. Było w nim jak i w pozostałej czwórce coś co sprawiało, że chciało się im zaufać. Jeszcze Zayn, któ¶y dalej czeka na moją zemstę. Pewnie myśli, że zapomniałam. Noo i ma racje, było tak przez chwile, ale naszczęscie oprzytomniałam.
Wszystko super i ogólnie piękne propo tego całego zaufania, ale ich ciągłe znikanie i jakieś tajemnice są podejrzane. Niby chcą się z nami integrować co nie ukrywajmy dobrze zrobiło by Niallowi i Meg, a znikają nic nie mówiąc.
Początkowy dystans między naszą ósemką już zniknął, oczywiście jeśli taki w ogóle kiedykolwiek istniał. Może tylko Meg miała jakiś problem. W sumie znam ją od dzieciństwa i widze, że coś jest nie tak. Ma jakiś problem z Niallem co dla mnie widoczne jest gołym okiem. Jednak postanowiłam, że w najbliższym czasie z nią o tym porozmawiam.
Sammi poszła gdzieś przed nami po kebaba a ja i Meg szłyśmy powoli obok siebie wgapione w ziemię, gdy nagle na kogoś wpadłam.
Znalazłabym się pewnie na ziemi gdyby nie fakt, że na kimś wylądowałam. Tą osobą okazał się brunet, który gdy na mnie spojrzał zaszczycił mnie jednym z najszczerszych i najpiękniejszych uśmiechów jakie miałam szanse oglądać.
,, Uśmiecha się prawie jak Liam ''  pomyślałam od razu ganiąc się za to w myślach. Liam, serio? Co mnie wogóle naszło na takie porównanie..
Nie miałam czasu dłużej analizować tego o czym przed chwilą pomyślałam bo chłopak z którego już "wstałam" także się podniósł ciągle się we mnie wpatrując.
- Przepraszam. Nie zauważyłem cię kiedy jechałem- mówiąc to schylił się po deskę, którą dopiero zauważyłam.
- Niee.. To ja na ciebie wpadłam. Wybacz, ale byłam zbyt zaoferowana chodnikiem- uśmiechnęłam się i obrzuciłam wzrokiem całą jego sylwetkę.
Opalony, wysoki brunet o niebieskich oczach. Wygląda na 20 lat. Taki typowy mieszkaniec wybrzeża.
- Zdaje sobie sprawę z tego, że rzeczywiście chodniki mamy tu niezłe, ale mimo wszystko ciekawiej jest patrzeć ponad niego- zaśmiał się i wyciągnął rękę w moją stronę- jestem Matt.
- Kim.. Kimberly- odwzajemniłam nieśmiało uścisk u uśmiechnęłam się.
Matt chyba chciał coś jeszcze powiedzieć, ale z daleka najwyraźniej jacyś jego znajomi zaczęli go wołać.
- No zesz zawsze w takim momencie. Wybacz ślicznotko i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy0 powiedział trochę zakłopotany i odjechał w stronę ramp.
- No hej- rzuciłam na odchodne i ruszyłam do dziewczyn, które  wgapiały się we mnie jakbym conajmniej przed chwilą rozmawiała z księciem Williamem.
- Co?- spytałam nie mogąc znieść dłużej tego spojrzenia.
- Ładnie, ładnie. Zostawić cię na moment a tu taka akcja.
- Chodzi o to, że przed chwilą prawie zginęłam na chodniku?
- Raczej o tego przystojniaka.. bo wiesz.
- Nie, ale się domyślam. Skończcie już- urwałam tą do niczego prowadzącą rozmowę i ruszyłam przed siebie zostawiając je dwie za sobą.
Bardziej niż ich gadanie przejmowało mnie to jak zareagowałam na tego całego Matta. Wydaje się miły i w ogóle, ale czy ktoś do jasnej cholery jest w stanie wyjaśnić mi to dlaczego kiedy na niego spojrzałam i jego uśmiech pierwsze co mi się nasunęło to Liam? Czy ja właśnie go do niego porównałam? Oczywiście różnił się od niego znacznie chociażby włosami, które ciemny brunet ma o wiele.. Stop! Znowu Liam.. Co ja najlepszego wyrabiam? Chyba spędziłam z nim ostatnio za dużo czasu. Taak.. Zdecydowanie to o to chodzi. Powinnam bardziej skupić się na tym po co tu przyjechałam. Przyjaciółki i imprezowanie tak aby zapamiętać te wakacje. To jest mój cel. Tak czy inaczej nie chce wykorzystać Liama. Ja tak nie potrafie. Nie chciałabym z żadnym z tej niedawno poznanej piątki psuć swoich relacji. Ja nawet nie jestem zdolna do miłości.. Zresztą miłość to takie duże słowo.
Wewnętrzną walkę ze sobą zaprzestałam dopiero przed kolejnym punktem naszej wycieczki. Wystarczy poprostu zignorować to wszystko. Nic nie znaczące skojarzenia..

Później znalazłyśmy się jeszcze w kawiarni i paru innych miejscach. Ogólnie pierwszy wypad na plaże postanowiłyśmy przełożyć na inny dzień. Dzisiaj tylko pozwiedzałyśmy/

Wracając wpadłam na tak sprytny plan jak chyba jeszcze nigdy. Meg oczywiście żyjąca w swoim świecie nawet nie wtajemniczałam. Sam stwierdziła, że pada na twarz i ma jakieś mega odciski od tego łażenia dlatego po powrocie od razu skierowała się do swojego pokoju. Gdy zostałam sama w holu, uprzednio sprawdzając czy jesteśmy same w domu udałam się do pokoju Zayna, którego umiejscowienie było mi już dobrze znane. W środku było w miare czysto a ja od razy skierowałam się do szafki, na której chłopak musiał trzymać swoje kosmetyki. Wzięłam żel do włosów do ręki, jeden z kilku które tam się znajdowały. Odkręciłam i poczułam charakterystyczny zapach.
- No chłopie. Ja nie zapominam- powiedziałam sama do siebie uśmiechając się przy tym jak jakiś zbrodniarz.
Z torby wyjęłam kupioną specjalnie na tą okazję galaretkę i stanęłam przy śmietniku. Opróżniłam glutowatą zawartość żelu by w jego miejsce włożyć to cudeńko. Podobnie zrobiłam z pozostałymi dwoma opakowaniami. A kiedy upewniłam się, że wszystko leży na swoim miejscu z triumfalnym uśmiechem opuściłam pokój mulata.


Sam

Przespałam reszte popołudnia by wstać około godziny 17. Zeszłam na dół i czekałam na reszte z deka głodna. Kim siedziała pewnie u siebie katując jakiś serial co zawsze robi kiedy się nudzi.
Ciężkim jeszcze ospałym krokiem poszłam przygotować  coś do jedzenia. Z pół godziny po  moim wejściu usłyszałam jak do środka wbija się zaginiona piątka. No nie powiem stęskniłam się straszliwie..
No prosze kto nas zaszczycił swoją obecnością.
- I ja mu wtedy.. ooo hej Sam- pierwszy zauważył mnie Niall witając cmoknięciem w policzek.
Reszta spojrzała na niego conajmniej jak na jakiegoś kosmite na co on tylko wyszczerzył się głupio.
- Siemson- machnęłam ręką w kierunku reszty.
- Co tam? Gdzie reszta? Co dzisiaj robiłyście?- Louis spojrzał na mnie i skupił całą swoją uwagę na otwieraniu banana którego trzymał w ręce.
- Może ja powinnam was o to spytać?- wgryzłam się w swoje jabłko i obserwowałam ich reakcje.
W sumie tak trochę w dupie miałam gdzie byli, ale ich reakcja nieco mnie zdziwiła. Wyraźnie się zmieszali co nie uszło mojej uwadze.
- Lece przymierze te ciuchy od Lou- wtrącił Zayn chyba chcąc przerwać niezręczną ciszę, ale jedyne co sprawił to karcący wzrok Harrego na swojej osobie.
Udając, że tego nie widze zajadałam się dalej jabłkiem. Reszta towarzystwa zaraz mnie opuściła z wyjątkiem Nialla, który chwile potem poszedł do salonu pewnie coś obejrzeć. Poszłam w jego ślady po chwile zajmując kanapę.
- Wiesz co? Pamiętam nas jako dzieci. Śmieszne czasy- uśmiechnął się do mnie przyjaźnie a ja odpowiedziałam mu tym samym.
- Ja też blondasie, wieczna beka- zaśmiałam się razem z nim gdy nagle usłyszeliśmy krzyk z góry.
- CO TO MA BYĆ!? KIIIIIIIM!??
- To chyba Zayn nie?- chłopak kiwnął głową- Czyżby Kimmie znowu na kogoś dzisiaj wpadła?- zaśmiałam się na co Niall obrzucił mnie zdezorientowanym spojrzeniem./\


środa, 19 września 2012

ogłoszenia parafialne




I'm back!

Wiem, że zawiodłam pare osób które czytają tego bloga ):

z wiadomych sobie powodów przez pewien czas nic tu nie dodawałam.
Ale to się zmieni. :D

Dziękuję wszystkim, którzy znajdują chwilkę, żeby zostawić po sobie komentarz.
To naprawde dużo dla mnie znaczy :)

Wróce z kolejnym rozdziałem ( nie wiem kiedy bo nie chce pisac nic na sile, a wena jak na razie ma mnie głęboko..)

Ale wróce! Tego bądźcie pewne :)

chciałabym podziękować pewnej osobie, która jest tu ze mną praktycznie od początku :) Skomentowała chyba każdy rozdział za co naprawdę jej dziękuję :)

Jej blog:www.fallinhappiness.blogspot.com/

Trzymajcie się ;))



piątek, 18 maja 2012

8


Rozłączyłam się i wzięłam głęboki oddech. Aktualnie siedziałam na jednym z leżaków przy basenie starając się w jakiś sposób zrozumieć moją rodzicielkę. Ściemniło się już. Tak jak przypuszczałam rozmowa przebiegła standardowo. Z jednej strony matka wysłała mnie tutaj, a z drugiej zapewne nie do końca to przemyślała. Może nie zdawała sobie sprawy z tego, jak denerwuje mnie ta jej cała kontrola.
- Czemu siedzisz tu sama? Stało się coś?- z rozmyślań wyrwał mnie męski głos.
Podniosłam wzrok. Przede mną stał Liam w całej okazałości.
- Myślę w spokoju- wysiliłam się na lekki uśmiech i ponownie skierowałam oczy na jakiś punkt w oddali.
Liam przysiadł obok i przez moment uważnie mi się przyglądał.
- Czy to ma jakiś związek z telefonem, który wyszłaś odebrać?- spytał niepewnie nie spuszczając ze mnie wzroku.
Nie musiałam na niego patrzeć. Ja po prostu czułam, że się we mnie wpatruje.
- Nazwijmy to trudną rozmową z matką- powiedziałam cicho i odchylając się lekko w tył.
- Zirytowała cię trochę- spojrzał na mnie badawczo najwyraźniej oczekując konkretnej odpowiedzi.
- Irytuje mnie już to jej ciągłe sprawdzanie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego ile Sms-ów jak dotąd od niej dostałam.  Ewidentnie chce mi popsuć wakacje. Czy ja coś robię nie tak? Ja się pytam co ja takiego zrobiłam! A teraz jeszcze wyżalam się tobie, chociaż tak naprawdę prawie cie nie znam- kiedy już wszystko z siebie wyrzuciłam oparłam się na ramionach w geście rezygnacji- Nie ogarniam już tego.
- Tęskni za tobą- ledwie usłyszałam odpowiedź chłopaka.
- Możliwe ale..
- Z tego co Niall mówił to masz starsze siostry, które już się wyprowadziły. Jakby na to nie patrzeć ty najpewniej już nie długo zrobisz to samo. Twoja mama chyba właśnie zdała sobie z tego sprawę.
Wytrzeszczyłam oczy. To było dość przekonujące ale..
- Skąd ta pewność?
- Też to przerabiałem. Tylko, że akurat ja mam już to za sobą- uśmiechnął się co odwzajemniłam.
- A więc najgorsze przede mną- powiedziałam cicho i skrzywiłam się na samą myśl tego co mnie czeka.
Przez moment przed oczami przeleciały mi wszystkie momenty w których byłam obojętna na starania matki. Pewnie blondyn ma rację. Będę musiała ocieplić relacje z matulą. To najlepsze rozwiązanie.
Mogę oficjalnie stwierdzić, że taki Liam to skarb. Uleczył mi trochę moją już nadwyrężoną psychikę. Wysłuchał chociaż nikt go o to nie prosił . Przez moment analizowałam wszystko w mojej głowie kiedy poczułam jak chłopak przysiada się bliżej. Potem zrobił coś czego się w ogóle nie spodziewałam. Najnormalniej w świecie mnie przytulił. Przez chwilę byłam zaskoczona, ale po chwili odwzajemniłam uścisk. Wtuliłam się w jego tors i momentalnie łzy popłynęły mi z oczu. Właściwie nawet nie wiem czemu. Musiałam je z siebie wylać. Właśnie tego było mi teraz trzeba. Oczyszczenia i kogoś kto mnie wesprze.
- Hej, nie płacz. Wszystko będzie dobrze- podniósł mój podbródek i otarł łzy z policzków- Nie może być aż tak źle jak mówisz- uśmiechnął się i bliżej mnie do siebie przygarnął.
Poprawił mi nastrój. Byłam mu cholernie wdzięczna. Uśmiechnęłam się do niego już całkowicie szczerze.
Wychyliłam się lekko i pocałowałam chłopaka w policzek po czym znowu przylgnęłam do jego klaty.
- Za co?- spytał trochę zaskoczony i lekko zarumieniony.
- Dziękuję, że tu przyszedłeś. Chyba potrzebowałam rozmowy.
- Możesz na mnie liczyć. No wiesz... w razie jakbyś chciała się wygadać.
 On jest taki opiekuńczy, że nie wyrabiam. Trochę to dziwne, bo prawie mnie nie zna, ale może Liam kocha cały świat. A jeszcze do tego jest niesamowicie przystojny. Nie ukrywajmy. Cała piątka do brzydkich nie należy, ale on od razu wydał mi się kimś w rodzaju ideału. Chłopak, z którym ostatnio byłam był totalnym idiotą, dupkiem... długo by wymieniać. Oficjalnie byliśmy ze sobą z 5 dni? Przestrzegano mnie przed nim, ale nie, Kim wie lepiej! Dobrze, że chociaż w porę się zorientowałam, że to czub zanim do czegokolwiek doszło. Stałam się po prostu bardziej ostrożna.
- Chodźmy już do reszty. Koniec użalania- wstałam i pociągnęłam chłopaka w kierunku reszty.

Kiedy znaleźliśmy się w salonie zastaliśmy dość zabawny widok. Louis z Harrym latali po pomieszczeniu rzucając pilotem. Dziewczyny rozłożone na kanapie żywo o czymś rozmawiały. Z pewnością o dzisiejszych zakupach ciemnej. Natomiast Zayn siedzący na fotelu starał się uspokoić kolegów rzucając w nich czym popadnie. Ale nie oszukujmy się. Z marnym efektem. Po prostu uśmiech sam cisnął się na twarz.
Brakowało tylko Nialla. Po chwili i ten wyłonił się ze schodów trzymając w ręku kilka płyt.
- To co oglądamy?- Louis zwrócił się do blondasa.
- Mam parę filmów. Możemy coś wybrać- Chłopak uśmiechnął się i ruszył w kierunku telewizora.
Z racji, że chłopaki byli zajęci dyskusją na temat wyboru ja postanowiłam znaleźć sobie jakieś wygodne miejsce. Usiadłam na jednej z dwóch kanap czekając na decyzje. Obok mnie usadowił się Liam najwyraźniej nie bardzo przejmujący się tym co robi reszta. Spojrzałam na niego i po raz kolejny posłałam mu pełen wdzięczności uśmiech, który natychmiast odwzajemnił.
- Co oglądamy?- spytałam Nialla, który właśnie siadł obok mnie.
W głebi duszy dziękowałam, że to on siedzi obok, a nie Lou czy Harry. Miałam takie dziwne przeczucie, że ciężko by było skupić się przy nich na filmie. Są zbyt nierozgarnięci. Ułożyli się na podłodze.
- "Paranormal activity"- usłyszałam odpowiedź blondyna i zrobiłam wielkie oczy.
- Z tego co pamiętam bałeś się takich filmów- zaśmiałam się cicho.
- Od tego czasu wiele się zmieniło- mówiąc to poruszył śmiesznie brwiami co całkowicie mnie rozbroiło.
Po jego odpowiedzi zapanowała już cisza. Wszyscy wlepili oczy w ekran skupiając całą uwagę na filmie, który stopniowo zaczął się rozkręcać. Niall mówił prawdę. Naprawdę przestał się bać horrorów. Kiedyś potrafił drzeć ryja jak opętany przy jakiejkolwiek strasznej scenie. A tu? Spokój totalny. Nie drgnął nawet kiedy na zewnątrz niespodziewanie wybuchły fajerwerki. Szacun.
Nie można tego samego powiedzieć o Harrym i Louisie. Oni wpadali co chwile w panike. Wrzeszczeli jak dzieci praktycznie za każdym razem kiedy w filmie działo się coś niepokojącego. Czyli praktycznie co pięć sekund. Dziewczyny siedzące na kanapie obok miały z nich niezły ubaw. Tylko, że one momentami też się srały. Ja osobiście widziałam już ten film parę razy więc nie robił na mnie wrażenia. Nic im nie wspominałam bo nie chciałam zmuszać ich do zmiany repertuaru. A poza tym widziałam twarz Harrego kiedy Niall wybrał film. Jak mordka małego szczeniaczka. Nie byłam na tyle okrutna żeby coś zmieniać i psuć mu radoche.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni żeby sprawdzić godzine. Sms od kuzynki. No nic. Trzeba kulturalnie odpisać.
- Co robisz?- usłyszałam Liama, który zaglądał mi przez ramię.
- Piszę do kuzynki.
- Widzę, że film nie bardzo cię interesuje- wywnioskował.
- Już go oglądałam- odszepnęłam cicho.
- Tak szczerze to ja też, ale nie miałem serca mówić o tym reszcie.
A więc z racji, że obydwoje nie byliśmy za bardzo zainteresowani filmem rzucaliśmy w dwóch strachliwych na ziemi żelkami i ogólnie wszystkim co popadło. U ich dwójki wywoływało to jakieś krzyki grozy a przynajmniej ja tłumiłam śmiech przy pomocy jakieś poduchy. Wszystko skończyło się w momencie w którym film dobiegł końca. Nie mogąc znieść oburzonego wzroku Harolda wspaniałomyślnie zaproponowałam kolejny. No i oczywiście wiązało się to z tym, że straszniejszy.
- "Teksańska masakra piłą mechaniczną"- krzyknął zadowolony Louis.
- Żartujesz? ty srasz na "Paranormal Activity"- spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- E tammm.. To oglądamy?- zignorował mnie totalnie.
U chłopaków głośne "tak" natomiast ku mojej radości dziewczyny mnie wsparły głośnym "NIE!"
- Co jest? Cykamy się?- Louis obrzucił mnie rozbawionym spojrzeniem.
- Nie. Po prostu nie lubię filmów, w których się kogoś kroi, tnie.. to obrzydliwe- odparłam.
- Was to nie brzydzi?- Meg na szczęście mnie poparła za co uśmiechnęłam się wdzięczna w jej stronę.
Spojrzeli po sobie i pokiwali przecząco głowami.
Spojrzałam na Nialla. Zero pomocy z jego strony.. Ehh.. Będzie coś ode mnie chciał.
Fajny kolega. Co ja gadam? Ja go traktuje jak rodzine, a on mi z czymś takim wyjeżdża. Szkoda słów.
- Jeżeli się boisz masz obok Nialla, a nie.. on ma swój popcorn, a więc zostaje tylko Liam- rzucił ochachany Zayn ze swojego fotela.
- Malik! Grabisz sobie.- fuknęłam w jego stronę i wcisnęłam się bardziej w fotel.
Film tak jak przewidziałam. Mnóstwo krwi i makabrycznych scen. Momentami zakrywałam oczy z obrzydzenia, jak zresztą zauważyłam nie ja jedyna. Dzieczyny robiły to samo. Jakoś przy 10 minut po rozpoczęciu Zayn, Liam i Niall się zmyli na zewnątrz usprawiedliwiając się jakoś tam ważną sprawą. Jak zauważyłam po tym jak mulat dostał wiadomośc. Będzie trzeba to wybadać, coś mi tu śmierdzi. Ale to później..
Harry i Lou zostali co chwilę rypiąc jakieś głupie komentarze. Żal i nędza. Tak własnie opisze poziom ich słownictwa.. W niektórych momentach po prostu ich teksty były zbędne, czy wprost niestosowne chociaż niekiedy można było trochę się pośmiać.
Spojrzałam na zegarek.. Po pierwszej w nocy. Zachciało mi się spać, a że na kanapie byłam sama poprost rozwaliłam się wygodniej i po paru minutach odpłynęłam.


- Śpią?- usłyszałam cichy szept Harrego.
- Nie widzisz? Trzeba je zanieść- teraz mówił prawdopodobnie Zayn.
- Gdzie mają pokoje?- spytał Niall.
- Pierwsze piętro. Drugi i trzeci na prawo- oznajmiła Sam.
- Niall weź swoją kuzynkę, a ja wezmę Kim- byłam pewna, że mówi to Liam.
W następnej chwili poczułam jak ktoś mnie podnosi i z pewnością kieruje się w kierunku schodów. Nie będę ukrywać, że wolałam takę opcję zamiast samodzielnej wędrówki do łóżka. A więc nikomu nie zaszkodzi jak jeszcze trochę sobie poudaję, że śpię.
- Dobranoc wszystkim!- usłyszałam krzyk Harrego i potem krótki skowyt. Najwyraźniej komuś nie spodobały się krzyki chłopaka w środku nocy.
Drzwi do pokoju się otworzyły i zostałam delikatnie położona na moim wygodnym łóżku i przykryta kołdrą.Usłyszałam jeszcze ciche "dobranoc" i jak Liam całuje mnie w czoło. Z uśmiechem na ustach ponownie odpłynęłam



środa, 2 maja 2012

7

- No to co? Skaczemy?- spytałam swoją towarzyszke wlepiając w nią oczy.
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł. Zapomniałyśmy się przebrać- Sam wskazała na nasze ubrania.
Z racji, że jesteśmy osobami niesamowicie aktywnymi postanowiłyśmy dać sobie spokój z powrotem do pokoju i posiedzieć przy basenie. Obserwowałam właśnie czystą tafle wody kiedy obok nas pojawili się Harry i Louis.
- Co robicie?- spytał pierwszy przysiadając obok.
- Siedzimy i myślimy- odparła Sam wciąż tępo patrząc przed siebie.
- Harry, nie przeszkadzaj. Może myślą o tym jak przeprosić mnie za krzywdę jaką mi wyrządziły- wtrącił Lou.
Spojrzałyśmy na niego co najmniej jak na idiotę, a on wskazał na plaster na swoim kolanie.
- Czyżby nasz wielki, najstarszy Lou zdarł sobie skórę z kolana?- spytałam rozbawiona zerkając na jego poszkodowane miejsce.
- Ej. Ja jestem pokrzywdzony. Nie życzę sobie sarkazmu!
Spojrzałam na niego z politowaniem.
- To co? Do wody?- Harry przerwał nam wymianę zdań.
- No raczej. Po to tu przyszliśmy- odparł chłopak i obydwoje zaczęli pozbywać się koszulek i butów.
Kątem oka spojrzałam na Sam. Zwiesiła się wpatrując w drugi koniec ogrodu. Podążyłam za jej wzrokiem i zobaczyłam malutkiego kotka pod krzakiem. Był naprawdę słodki.
Z rozmyślań na temat zaadoptowania  puchatego stworzonka wyrwał mnie krzyk Louisa wpadającego do wody. Harry, który go wepchnął stał przez moment śmiejąc się z przyjaciela po czym sam wskoczył. Przy okazji pochlapał nas wodą.
- Do cholery jasnej! Spłoszyliście kotka!- blondynka siedząca obok mnie zmierzyła ich morderczym wzrokiem.
- Sorry. Nie pomyśleliśmy- zaczął skruszony i lekko zdezorientowany Lou.
- Nie pomyśleliście? Powiedzieć wam czemu? Bo wy nie myślicie!- zaakcentowała ostatnie słowa.
Przyglądałam się temu zszokowana. Po chwili jednak na mojej twarzy zagościł uśmiech, który przerodził się w atak śmiechu. Sam miała kiedyś kota, który pewnego dnia zniknął z jej podwórka. Dziewczyna go uwielbiała i ciężko przeżyła jego "odejście". Biedna do tej pory ma sentyment do tych zwierząt. Ale trzeba przyznać, że jej wybuch był przekomiczny.
Nie wiem co ta dwójka w wodzie musiała pomyśleć, ale zaczęłam się domyślać co za chwile nastąpi. Ich zdezorientowane miny złagodniały. Wpatrywali się moją towarzyszkę, która w dalszym ciągu bez skrupułów wyrzucała z siebie swoje żale. Louis i Harry wyskoczyli z wody rozbawieni stając przed nami. Kurcze. Trzeba przyznać, że są nieźle wyrzeźbieni. Ta woda, która spływała po ich mokrych i i umięśnionych klatach dodawała jeszcze więcej uroku. Ale ogar. O czym ja właściwie myśle?
Moja towarzyszka po skończonym monologu dumna z siebie obrzuciła ich pewnym spojrzeniem.  Po chwili mina jej zrzedła. Najwyraźniej zdała sobie sprawę z powagi sytuacji. Bynajmniej ja sobie zdałam.
- Coś jeszcze?- spytał Loczek z uśmiechem.
- Nieee.. Znaczy tak. Bo ja..- zaczęła, ale szybko wpadłam jej w słowo.
- To wszystko. Sam już nic więcej nie powie- obrzuciłam ją porozumiewawczym spojrzeniem- No to miłej zabawy.
Uśmiechnęłam się w ich stronę i odwróciłam w stronę domu.
- Nie tak szybko- usłyszałam zza pleców głos Louisa starającego się prawdopodobnie stłumić śmiech.
W następnej chwili usłyszałam pisk i plusk wody. Obejrzałam się co było błędem. No tak. Sam najwyraźniej nie załapała co się szykuje i teraz pływała w chłodnej wodzie. Nie miałam zamiaru wylądować w basenie w ubraniach dlatego klnąc na siebie w duchu, że nie chciało mi się iść wcześniej przebrać jakby nigdy nic ruszyłam szybkim krokiem do drzwi. Może chociaż ja się uratuję.
- Ucieka. ŁAP JĄ!-usłyszałam krzyk Harrego.
Długo nie myśląc puściłam się pędem przed siebie. Chwyciłam upragnioną klamkę. No pięknie. Zamknięte.Gorączkowo zastanawiałam się co robić. Wskoczyłam szybko w jakieś krzaki w zasięgu mojego widzenia. Wstrzymałam oddech. Louis przeszedł obok. Nie zorientował się, że tu jestem. Na mojej twarzy zagościł triumfalny uśmiech. Wystarczyło tylko odczekać trochę, aż sobie pójdzie.
- I co?- z daleka dało się słyszeć głos Harrego.
- Nie mogę jej znaleźć- odkrzyknął mu Lou znajdując się tylko parę metrów o demnie.
- Dajesz dziewczyno!- wydarła się Sam.
Uśmiechnęłam się pod nosem. No skoro już nas tak wpakowała to niech teraz mnie wspiera.
Siedziałam tak chwilę i postanowiłam opuścić moją zacną skryjówkę. Z nadzieją, że domniemanym "zbrodniarzom" znudziła się już zabawa wyczołgałam się spod krzaków i otrzepałam. Ruszyłam w stronę domu. Zadowolona nie słysząc żadnych podejrzanych odgłosów przemierzałam podwórko, gdy nagle poczułam mokrą rękę zaciskającą się na moim ramieniu. No tak. Wpadłam.
- Hahhaaaha.. Myślałaś, że odpuszczę- przede mną stanął zadowolony Louis- To było taktyczne zagranie. Dokładnie przemyślane.
- Geniusz zbrodni- szepnęłam pod nosem- A teraz wybacz bo... muszę zadzwonić- wymyśliłam coś na poczekaniu.
- Spójrz na to- po raz kolejny wskazał na swoje kolano- prawie mnie zabiłaś- powiedział dziecięcym głosem.
Zaczęłam się śmiać.
- Nie śmiej się. To boli- spojrzał na mnie oburzony.
- Nie wydaje ci się, że trochę wyolbrzymiasz?- spojrzałam na niego pytająco.
W odpowiedzi byłam świadkiem chyba najszerszego uśmiechu jaki kiedykolwiek widziałam.
- A więc nie- dodałam cicho pod nosem widząc jego reakcje.
- No to jak? Idziesz dobrowolnie?- spytał poruszając brwiami w śmieszny sposób.
- A jak nie to co?- spytałam ciekawa jego pomysłu.
Chłopak uśmiechnął się i bez słowa chwycił mnie i przerzucił mnie sobie przez ramie.
Zaczęłam się wiercić i prosić o to żeby postawił mnie ziemi, ale to zupełnie nic nie dało.
Po chwili znaleźliśmy się z powrotem przy basenie.
- No stary. Dłużej nie można było?- Harry spojrzał na kumpla, który obrzucił go krytycznym spojrzeniem.
- Sam spróbuj następnym razem. Skubana się schowała.
Chciałam coś powiedzieć, ale nie zdążyłam. Louis wrzucił mnie do wody. Na początku zdezorientowana trochę się zachłysnęłam, ale po chwili wypłynęłam i z rządzą mordu zmierzyłam resztę. Obok mnie zauważyłam Sam, która pływała sobie jakby nigdy nic. No cóż. Chciałam uniknąc kąpieli w ubraniach, ale skoro już do tego doszło. Przekręciłam oczami i zaczęłam chlapać na wszystko co było w zasięgu mojego wzroku. Obok mnie do wody wskoczył Harry. Obdarzył mnie szerokim uśmiechem, który odwzajemniłam i po chwili jego urocza twarzyczka wylądowała pod wodą przytrzymywana tam przez moją okrutną osobę. Do chłopaka na pomoc podpłynął Louis, ale nic to nie dało bo pojawiła się Sam, która wskoczyła mu na plecy i rozpoczęła topienie chłopaka. Niesamowita zabawa.
                             MEGAN
Od momentu wyjścia po około 30 minutach znaleźliśmy się pod sklepem. A raczej pod wielkim centrum handlowym. Spojrzałam na pozostałych i głośno westchnęłam. Nie bardzo odpowiadało mi ich towarzystwo, no ale wole to niż samotne zakupy. Wprawdzie mam przy sobie kuzyna, ale wciąż nie mogę przekonać się do reszty.
- No to Megan. Masz półtorej godziny i wracamy- rzucił Niall ściskając w ręku listę zakupów.
- Tylko tyle? Nie zdążę!- odparłam oburzona.
- Dasz radę. Masz tu pełno sklepów- odpowiedział Niall stając przed wejściem.
- Ale...- zaprotestowałam.
- Megan, zrozum. Zostawiliśmy tam Louisa i Harrego. Musimy się streszczać jeżeli chcemy zastać dom cały- wtrącił Zayn patrząc na mnie błagalnie.
Spojrzałam na trójkę przede mną uważnie im się przyglądając.
- Aż tak źle?- spytałam rozbawiona.
W odpowiedzi pokiwali głowami. A więc muszę rzeczywiście się pośpieszyć.
- Dobrze, że chociaż nie zostali sami- usłyszałam Liama, który chwytał właśnie za kosz.
- Nie byłbym taki pewien. Z tego jak zapamiętałem dziewczyny to nie wygląda to za fajnie. Nie wiem czy będzie do czego wracać. Kim to ta spokojniejsza, ale wiem jakie ma możliwości- odpowiedział mu Niall z uśmiechem po czym zwrócił się do mnie- Chyba, że się zmieniły przez te kilka lat- puścił mi oczko na co ja spuściłam głowę.
- Wiele się zmieniło- odparłam dość wrogo jak dla mnie.
Sama się zdziwiłam dlaczego. Spojrzałam na Nialla, który rozmawiał z resztą. Chłopak chyba nie usłyszał mojej odpowiedzi. Zdziwił mnie troche mój ton. Ale prawda jest taka, że miałam mu za złe, że nie przyjeżdżał przez te kilka lat. Jest w tym całym zespole no ale chyba mógł się spiąć i mnie odwiedzić. W dzieciństwie wszystko robiliśmy razem. Ja, on, Kim i Sam. A od kiedy przestał przyjeżdżać. Wiele się zmieniło.
- Idziesz?- z rozmyślań wyrwał mnie przyjazny głos Zayna.
Stałam jak idiotka podczas gdy oni udali się już do środka. Ruszyłam za nimi.
Po chwili rozdzieliliśmy się. Zayn i Niall poszli do marketu,  Liam po jakieś słuchawki a potem miał do nich dołączyć. Spojrzałam ostatni raz na zegarek i ruszyłam przed siebie.
                                      KIM
Po spędzeniu kilkudziesięciu minut w basenie zgodnie stwierdziliśmy, że pora już się ogarnąć. Z początku razem z blondi chciałyśmy posiedzieć na słońcu żeby wyschnąć, a przy okazji trochę się opalić Jednak słońce grzało w dalszym ciągu niemiłosiernie. A nam nie za bardzo widziało nam się spędzanie reszty wakacji z udarem. Całe mokre skierowałyśmy się do domu.
Kiedy weszłam do pokoju od razu rzuciłam się do szafy w celu znalezienia czegoś suchego. Kiedy byłam już przebrana ruszyłam na dół czując ogromną chęć wypicia czegoś chłodnego. Zeszłam ze schodów trzymając telefon w ręce i śpiewając pod nosem. Gdy znalazłam się w kuchni otworzyłam lodówkę, z której wyjęłam chłodzony sok.
- Tak jak go zostawiłam- mruknęłam zadowolona pod nosem i chwyciłam za szklankę.
Po chwili stałam już w salonie z napojem w ręku. Walnęłam się wygodnie na kanapie i chwyciłam za pilot. Po kolei przeszukiwałam kanały szukając czegoś ciekawego. W końcu trafiłam na coś godnego mojej uwagi. Mianowicie na program "Ekipa z New Jersey". Uśmiechnęłam się pod nosem i skupiłam całą uwagę na ekranie co jakiś czas popijając soczek.

W skupieniu przyglądałam się kolejnemu już z kolei programowi na MTV nawet nie zauważając, że ktoś przysiadł się obok. Chwile potem odwróciłam głowę czując na sobie czyjś wzrok.
- Mogę ci w czymś pomóc?- spytałam Sam, która wlepiała we mnie swoje ciemne oczy.
- Nieee.. Ja tylko tak..- zaczęła, ale przerwała słysząc huk dochodzący ze schodów.
Momentalnie poderwałam się i spojrzałam w tamtym kierunku. Po chwili do salonu wszedł roześmiany Louis, a za nim wlókł się skrzywiony Harry.
- Co to było?- spytałam zdezorientowana.
- Harold spadł ze schodów- poinformował mnie brunet starający się uspokoić.
- Nie prawda! Ty mnie zepchnąłeś. To jest różnica!- oburzył się Harry trzymając kurczowo za brzuch.
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!.
- No dobra. Ale i tak cie kocham- mówiąc to Lou czule przytulił przyjaciela nie zwracając uwagi na nasze krzywe spojrzenia.
Zaciekawiło mnie to. Nic osobiście nie mam do związków homoseksualnych. Jestem tolerancyjna. Ale szczerze mówiąc szkoda żeby taki towar się zmarnował. Zaśmiałam się pod nosem z własnej głupoty i skupiłam na nich wzrok.
- Nie pytam- rzuciła Sam w moją stronę.
Powiedziała to jednak na tyle głośno, że cudowna dwójka odkleiła się od siebie i spojrzała na nią zaciekawiona.
- Co?-  spytał Harry.
- Nie nic.. - dziewczyna starała się ich jakoś zbyć.
- Zaczęłaś to mów. Chętnie posłucham- Louis spojrzał nia nią pytająco i uśmiechnął się zachęcając do mówienia.
- Ale...
- Wal śmiało dziewczyno!
- Emm... No dobra.. Więc czy wy jesteście..- nie dokończyła, ponieważ ta zacna dwójka zaczęła się najnormalniej w świecie śmiać.
Tak właściwie nie wiem co było tego powodem, ale wciąż skupiałam na nich wzrok zaintrygowana.
- Haahahah.. Nie myślisz chyba, że ja i Harry..- i znowu napad śmiechu.
Po chwili uspokoili się i Louis w spokoju zaczął swoją gadkę.
- Wiele osób myśli, że ja i Harry coś tego.. no... ale uwierzcie, ja wolę dziewczyny.
- No właśnie! Ja też- wtrącił kędzierzawy z wyszczerzem.
- Traktujemy się jak bracia, a w dodatku często pomagamy sobie jeśli chodzi o dziewczyny.
Po kilku minutach ich monologu byłam już pewna, iż w stu procentach mogę stwierdzić, że nie są wcale zainteresowani płcią męską. Co więcej, zdałam sobie sprawę z tego, że są naprawdę fajni. Ja i Sam podobnie jak oni byłyśmy pozytywnie nastawione do życia i roztrzepane. To akurat często słyszałam.
Byliśmy pochłonięci rozmową na temat licealnych ciąż, które właśnie leciały w telewizji. Siedząc wygodnie na kanapie i zajadając się jakimiś ciastkami, którymi uraczył nas Harry. Zdążył przy tym nas poinformować, że są z jego prywatnych zapasów. Stwierdził ponadto, że nas polubił i jesteśmy ich godne.
- Cóż za zaszczyt- szepnęłam do blondynki, która słysząc mój ton prawie się zadławiła.
Louis oczywiście to zauważył i zażądał wyjaśnienia mu naszych cichych komentarzy. W odpowiedzi dostał poduszką. Chciał już nią oddać kiedy usłyszeliśmy otwierające się drzwi.
Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam resztę domowników wsypującą się do salonu. Stanęli w miejscu i spojrzeli na nas zdezorientowani.
- Dom stoi cały, a wy siedzicie sobie tak po prostu i rozmawiacie?- spytał dość niepewnie Zayn.
- A co ty myślałeś? Przecież jesteśmy odpowiedzialni- Harry wypiął się dumnie w jego stronę.
- Tak, jasne- Niall obrzucił nas podejrzliwym wzrokiem.
- To co robiliście?- zwrócił się do nas Liam odstawiając zakupy na podłogę.
- Niech pomyśle.. Nic ciekawego.. No oprócz tego, że wylądowałyśmy w ubraniach w basenie!- wybuchła Sam.
- Oprócz tego spokój- dopowiedziałam natykając się na badawczy wzrok Nialla.
- My zdążyliśmy się już poznać i jesteśmy BFF- Lou mówiąc to objął nas ramieniem i wyszczerzył się w stronę reszty.
- Marchewa, ogar- warknęłam cicho mrużąć w jego kierunku oczy.
- Jak tam chcecie- blondasek uśmiechnął się i ruszył z resztą do kuchni w celu rozpakowania zakupów.


Po kilku minutach dosiedli się do nas w celu obgadania "ważnych spraw" jak to stwierdził Niall. Zaczęła się żwawa dyskusja na temat domu.
- A tak w ogóle co z tą całą Kristy?-spytał Zayn sięgając po Colę ze stolika.
- Przyjechałyśmy. Oprowadziła nas po domu. Potem wieczorem dała klucze i się zmyła. Zresztą byliście przy tym-odpowiedziała mu Sam.
- Czyli może tu wbić w każdej chwili?- Harry obrzucił nas niezadowolonym spojrzeniem.
- Na to wygląda.
- Ale tak nie można!- oburzył się chłopak.
- Najwyraźniej można.
- Ale..
- Boże! Lokowaty ogarnij się w końcu- Sam rzuciła tonem, który miał na celu zakończenie dyskucji.
Podziałało. Chłopak mruczał coś jeszcze pod nosem, ale nikt jakoś specjalnie nie zwracał na to uwagi.
- To co robimy?- Niall w końcu się ożywił.
Miałam już mu coś zaproponować, ale poczułam wibracje w lewej kieszeni. Wyjęłam telefon i zerknęłam na wyświetlacz. Matula. Znowu. Rzuciłam reszcie przepraszające spojrzenie i wyszłam na zewnątrz.



Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam.
Dziękuję za 7 komentarzy pod ostatnim rozdziałem. :))
Co powiecie na 10 komentarzy?
Jeśli do piątku tyle się ich nazbiera wstawię rozdział w piątek wieczorem albo w sobote:)
Dziękuję każdej osobie, która komentuje.
I uwierzcie, że każdy komentarz naprawdę mobilizuje.
Narazie mogę tylko pomarzyć o piętnastu czy dwudziestu. Smutne, ale prawdziwe;)

 Jeśli to czytacie zostawcie po sobie koment nawet krótki:) Żebym wiedziała ile was jest ;]